czwartek, 4 czerwca 2026
Libra True
Społeczeństwo·Wiadomość

Jamboree jako furtka do stałego screeningu. UODO ostrzega, że projekt MSWiA wychodzi poza imprezę.

Najbardziej niepokojące w projekcie UD359 nie jest to, że państwo chce zabezpieczyć wielkie międzynarodowe wydarzenie. Niepokojące jest to, że czasowa impreza może stać się pretekstem do stałego rozszerzenia narzędzi prewencyjnego sprawdzania ludzi, przy słabych gwarancjach dla osoby, której dane trafią pod lupę służb.

Michał K. · Redaktor prowadzący
4 czerwca 2026 18:22 · 3 min czytania

W wykazie prac legislacyjnych KPRM znajduje się projekt UD359, przygotowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Dotyczy szczególnych

rozwiązań związanych z organizacją XXVI Światowego Jamboree Skautowego w Polsce w 2027 r. Wydarzenie ma odbyć się od 29 lipca do 9 sierpnia 2027 r. na Wyspie Sobieszewskiej w Gdańsku, z udziałem około 30-50 tys. osób: skautów, harcerzy, wolontariuszy, gości specjalnych, przedstawicieli władz, organizacji międzynarodowych i mediów.

Sam cel podstawowy nie budzi sensacji. Przy takim wydarzeniu trzeba przygotować zabezpieczenie medyczne, obsadę centrów powiadamiania ratunkowego, rozwiązania sanitarne, wizowe, porządkowe i logistyczne. Państwo musi umieć działać wcześniej niż dopiero w dniu przyjazdu pierwszych kontyngentów. Tyle że w projekcie znalazł się element, który znacząco przekracza ramę imprezy.

KPRM wprost wskazuje, że ponieważ wcześniejsze specustawy dla dużych wydarzeń powtarzały część rozwiązań, projekt zakłada ustanowienie niektórych narzędzi na stałe w porządku prawnym. W tym celu przewidziano nowelizację ustawy z 10 czerwca 2016 r. o działaniach antyterrorystycznych. Innymi słowy: Jamboree jest wydarzeniem czasowym, ale część zmian ma zostać z państwem na dłużej.

Za projekt odpowiada MSWiA. W wykazie KPRM jako osoba odpowiedzialna wskazany jest Tomasz Szymański, sekretarz stanu i pełnomocnik rządu do spraw przygotowania XXVI Światowego Jamboree Skautowego w Polsce w 2027 r. Polityczna odpowiedzialność spoczywa więc na kierownictwie MSWiA i na Radzie Ministrów, jeżeli projekt zostanie przyjęty w takim kształcie. To ważne, bo w tej sprawie nie chodzi o abstrakcyjne obawy wobec służb.

Chodzi o konkretny projekt obecnego rządu, konkretną zmianę w ustawie antyterrorystycznej i bardzo konkretne zastrzeżenia zgłoszone przez Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Ten spór nie wymaga domysłów. Dokumenty same pokazują oś konfliktu: bezpieczeństwo wydarzenia kontra zakres prewencyjnego przetwarzania danych.

Projekt wprowadza do ustawy antyterrorystycznej status „wydarzenia specjalnego”. Taki status miałby być nadawany wydarzeniom państwowym lub międzynarodowym, gdy minister właściwy do spraw wewnętrznych uzna możliwość wystąpienia zdarzenia o charakterze terrorystycznym albo zagrożenia dla bezpieczeństwa i porządku publicznego. Po nadaniu statusu uruchamiane byłyby dodatkowe środki prewencyjne.

Najbardziej wrażliwy element dotyczy danych osobowych. Z opisu KPRM wynika, że przyznanie statusu wydarzenia specjalnego oznaczałoby możliwość przetwarzania przez Policję informacji, w tym danych osobowych, o osobach lub podmiotach uczestniczących w wydarzeniu albo współpracujących przy jego organizacji. Organizator mógłby wystąpić do Policji o sprawdzenie danej osoby lub podmiotu. W razie zagrożenia terrorystycznego w mechanizm mogłaby wejść także ABW.

Według KPRM sprawdzanie nie ma być automatyczne wobec każdego uczestnika, a Policja miałaby przekazywać wyłącznie pozytywną lub negatywną rekomendację, bez ujawniania szczegółowych informacji. Ten opis brzmi uspokajająco. Problem w tym, że UODO patrzy na ten sam mechanizm od strony praw człowieka i widzi luki, których komunikat projektodawcy nie neutralizuje.

3 kwietnia 2026 r. Prezes UODO Mirosław Wróblewski zgłosił uwagi do projektu UD359. Organ nadzorczy nie ograniczył się do technicznej korekty. Wskazał, że zmiana dotycząca ustawy antyterrorystycznej powinna zostać wyłączona z projektu i przeniesiona do odrębnego procesu legislacyjnego. To mocna uwaga: skoro rząd chce trwale zmienić narzędzia działania służb, nie powinien tego robić przy okazji specustawy organizacyjnej.

UODO stawia kilka zasadniczych zarzutów. Po pierwsze, osoba objęta sprawdzeniem mogłaby nie wiedzieć, że złożono wobec niej wniosek. Po drugie, sprawdzenie odbywałoby się na podstawie zbiorów danych, do których obywatel nie ma dostępu i o których może nawet nie wiedzieć. Po trzecie, taka osoba nie poznałaby treści opinii Policji, więc nie mogłaby skutecznie jej zaskarżyć. Po czwarte, organizatorem wydarzenia specjalnego mogą być także podmioty prywatne, a projekt nie daje precyzyjnych kryteriów, kiedy i wobec kogo taki wniosek powinien być składany.

Najostrzejsza diagnoza UODO dotyczy proporcjonalności. Organ wskazuje ryzyko masowych wniosków składanych ze zwykłej ostrożności oraz nadmiernego i nieadekwatnego przetwarzania danych. Z punktu widzenia obywatela brzmi to tak: ktoś może poprosić o sprawdzenie, służby mogą zajrzeć do danych, decyzja może wrócić jako rekomendacja, a sprawdzany człowiek nie dostanie realnej ścieżki obrony.

Pierwsza niespójność jest konstrukcyjna. Projekt ma dotyczyć wydarzenia w 2027 r., ale wprowadza rozwiązania na stałe. Taka technika legislacyjna powinna uruchamiać alarm w każdej redakcji i w każdym biurze poselskim: jeżeli problem jest czasowy, to dlaczego narzędzie ma być trwałe?

Druga niespójność dotyczy języka. W komunikacji rządu łatwo sprzedać projekt jako ustawę o bezpieczeństwie młodzieży i organizacji międzynarodowej imprezy. To naturalnie brzmi dobrze. Nikt rozsądny nie chce niebezpieczeństwa na wydarzeniu z udziałem nastolatków. Ale właśnie dlatego ten projekt wymaga szczególnej kontroli. Im szlachetniejszy cel, tym łatwiej ukryć w nim narzędzia, które później będą działały także poza pierwotnym kontekstem.

Trzecia niespójność dotyczy gwarancji. KPRM pisze o zasadzie proporcjonalności i o tym, że nie będzie automatycznego sprawdzania wszystkich. UODO odpowiada w praktyce: bez kryteriów organizatorzy mogą składać wnioski masowo, a osoba sprawdzana może zostać pozbawiona wiedzy, dostępu do opinii i możliwości skutecznego zaskarżenia. To nie jest detal redakcyjny. To różnica między państwem bezpiecznym a państwem wygodnym dla administracji.

W tej sprawie działa mechanizm, który można nazwać „bezpieczeństwem jako parasolem legislacyjnym”. Polega on na tym, że pod bardzo trudnym do zakwestionowania hasłem ochrony dużego wydarzenia wprowadza się rozwiązanie o szerszym, trwałym znaczeniu. Odbiorca widzi Jamboree, młodzież, gości z całego świata, zagrożenia hybrydowe i służby w gotowości. Może nie zauważyć, że realny spór dotyczy stałej zmiany ustawy antyterrorystycznej.

Technika druga to eufemizacja kontroli. Zamiast mówić o sprawdzaniu ludzi w policyjnych i niejawnych zasobach, pojawia się neutralne słowo „screening”. Zamiast decyzji dotykającej reputacji i możliwości udziału w wydarzeniu, mówi się o rekomendacji. Zamiast problemu braku wiedzy osoby sprawdzanej, akcent pada na to, że organizator nie dostanie szczegółowych danych. Język łagodzi mechanizm, ale go nie zmienia.

Technika trzecia to przeniesienie ciężaru z praw jednostki na komfort organizatora i służb. Projektodawca mówi: służby potrzebują narzędzi, wydarzenie jest duże, zagrożenia są realne. To wszystko może być prawdą. Ale demokracja nie polega na tym, że każde realne zagrożenie automatycznie znosi pytania o zakres, kontrolę, odwołanie i przejrzystość. Właśnie w obszarze bezpieczeństwa państwo najczęściej prosi obywatela o zaufanie. Dlatego właśnie musi najpierw pokazać bezpieczniki.

Jamboree jako furtka do stałego screeningu UODO ostrzega że projekt MSWiA wychodzi poza imprezę2.png

Ten projekt nie dotyczy wyłącznie harcerzy, skautów i Gdańska. Jeżeli mechanizm „wydarzenia specjalnego” zostanie wpisany na stałe do ustawy antyterrorystycznej, może wracać przy kolejnych wydarzeniach międzynarodowych, politycznych, sportowych, państwowych albo gospodarczych. Raz zbudowane narzędzie rzadko pozostaje zamknięte w gablocie.

Dla obywatela sedno jest proste: czy państwo może sprawdzać człowieka na wniosek organizatora wydarzenia bez jasnych kryteriów, bez wiedzy tej osoby i bez realnej możliwości obrony przed negatywną rekomendacją? Jeżeli odpowiedź brzmi „tak, bo bezpieczeństwo”, to znaczy, że słowo bezpieczeństwo zaczyna zastępować procedurę. A procedura jest właśnie tym, co chroni obywatela przed arbitralnością.

Sprawa jest szczególnie istotna, bo rząd obecnej koalicji bardzo często mówi językiem praworządności, standardów europejskich i odbudowy instytucji. Tu test jest praktyczny. Nie wystarczy krytykować nadużyć poprzedników. Trzeba pokazać, że własne projekty nie odtwarzają logiki: najpierw szerokie uprawnienie, potem obietnica, że będzie używane rozsądnie.

Potwierdzone jest, że projekt UD359 znajduje się w wykazie prac legislacyjnych KPRM, a za jego przygotowanie odpowiada MSWiA. Potwierdzone jest, że dotyczy organizacji Jamboree w Gdańsku w 2027 r. i że przewiduje nowelizację ustawy o działaniach antyterrorystycznych. Potwierdzone jest także, że Prezes UODO zgłosił poważne zastrzeżenia do mechanizmu „police screeningu” i postulował wyłączenie tej części z projektu.

Potwierdzone jest również, że projekt był przedmiotem prac konsultacyjnych w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego 25 marca 2026 r. W dostępnych źródłach wykorzystanych do materiału nie potwierdzono natomiast nadania projektowi numeru druku sejmowego ani przyjęcia go przez Radę Ministrów. To wymaga dalszej kontroli, zwłaszcza że w wykazie KPRM planowany termin przyjęcia wskazano na I kwartał 2026 r.

Po pierwsze, trzeba sprawdzić, czy po uwagach UODO MSWiA usunęło albo zmieniło przepisy dotyczące „police screeningu”. Kluczowe jest porównanie wersji projektu z 20 stycznia 2026 r. z każdą kolejną wersją opublikowaną w RCL lub KPRM. Po drugie, trzeba ustalić, czy projekt trafił na Radę Ministrów i czy przyjęto go w brzmieniu obejmującym trwałą zmianę ustawy antyterrorystycznej. Jeżeli rząd pominął zastrzeżenia UODO, temat staje się znacznie cięższy politycznie.

Po trzecie, potrzebna jest odpowiedź MSWiA na pytania: jakie kryteria ograniczą wnioski organizatorów, czy osoba sprawdzana zostanie powiadomiona, czy będzie znała treść rekomendacji, jak może ją zakwestionować, jak długo będą przechowywane dane i kto skontroluje masowość wniosków.

Po czwarte, należy sprawdzić stanowiska RPO, organizacji praw człowieka, samorządu Gdańska, ZHP i ekspertów od ochrony danych. Dobra regulacja bezpieczeństwa nie boi się kontroli. Zła regulacja zwykle ukrywa się za pilnością, rangą wydarzenia albo ogólnym zagrożeniem.

Moim zdaniem to jeden z tych projektów, przy których władza testuje granicę społecznej czujności. Gdyby projekt nazwano wprost ustawą o stałym rozszerzeniu prewencyjnego sprawdzania osób przy wydarzeniach specjalnych, debata byłaby ostrzejsza. Kiedy jednak ten sam mechanizm pojawia się w ustawie o Jamboree, łatwiej przejść nad nim do porządku dziennego.

Nie kwestionuję potrzeby zabezpieczenia wydarzenia z udziałem dziesiątek tysięcy młodych ludzi. Przeciwnie: państwo, które nie przygotowałoby procedur medycznych, sanitarnych, wizowych i porządkowych, byłoby państwem niepoważnym. Ale poważne państwo nie używa wydarzenia czasowego jako wygodnej kapsuły do przenoszenia trwałych uprawnień służb.

Najbardziej obciążające dla obecnej koalicji jest to, że ostrzeżenie nie przychodzi od publicysty ani przeciwnika politycznego. Przychodzi od organu, którego zadaniem jest pilnowanie danych osobowych. Jeżeli Prezes UODO mówi, że osoba sprawdzana może nie wiedzieć, nie znać opinii i nie mieć jak jej zaskarżyć, to rząd nie może odpowiedzieć uśmiechem o bezpieczeństwie. Musi odpowiedzieć przepisem, gwarancją i kontrolą.

Najbliższy logiczny krok redakcyjny to monitoring kolejnej wersji UD359. Jeżeli MSWiA wytnie art. 19 albo istotnie zawęzi mechanizm, będzie to dowód, że presja instytucjonalna zadziałała. Jeżeli projekt pójdzie dalej w pierwotnej logice, materiał powinien zostać rozwinięty o analizę konkretnych przepisów, ścieżkę sejmową i głosowania posłów koalicji. W tej sprawie warto też przygotować pytania do MSWiA i KPRM o los uwag UODO. To nie jest temat do jednego newsa. To jest test, czy rządzący naprawdę rozumieją, że bezpieczeństwo bez praw obywatelskich nie jest standardem europejskim, tylko wygodą aparatu państwa.

Państwo ma prawo chronić Jamboree. Nie ma prawa pod osłoną Jamboree przemycać mechanizmów, które zostaną z obywatelem na stałe. Bezpieczeństwo jest obowiązkiem władzy, ale proporcjonalność jest obowiązkiem państwa prawa.

Twoja reakcja
Michał K.
Redaktor prowadzący

Autor i redaktor portalu Psi PatrOl 24.

Czytaj również

119 miliardów w nieprawidłowościach. KAS pokazuje rachunek, którego państwo nie może zamieść pod dywan.

119 miliardów w nieprawidłowościach. KAS pokazuje rachunek, którego państwo nie może zamieść pod dywan.

Krajowa Administracja Skarbowa poinformowała 1 czerwca 2026 r., że audytami środków publicznych objęto 166 podmiotów, a łączna kwota nieprawidłowości przekracza 119 mld zł. Do prokuratury trafiło 245 zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa, a do Rzecznika Dyscypliny Finansów Publicznych - 126 zawiadomień. To nie jest jeszcze wyrok wobec kogokolwiek, ale jest to oficjalny rachunek chaosu, którego państwo nie może sprowadzić do komunikatu i kilku tabel.

2 czerwca 2026 · 3 min