Fundacje rodzinne w oświadczeniach majątkowych. Projekt pokazuje lukę, której władza nie powinna zostawiać w cieniu.
Druk sejmowy nr 2601 zakłada rozszerzenie oświadczeń majątkowych o dane dotyczące fundacji rodzinnych. Osoby publiczne miałyby ujawniać, czy są fundatorami, beneficjentami albo członkami organów takich fundacji, ile mienia do nich wniosły i jakie świadczenia z nich otrzymują. To nie jest drobna korekta formularza. To test, czy jawność majątków nadąża za nowymi sposobami zarządzania prywatnym interesem.

Sednem sprawy jest luka jawności: państwo widzi mieszkanie, akcje i kredyt, ale bez osobnego obowiązku może nie widzieć powiązania osoby publicznej z fundacją rodzinną, która zarządza majątkiem i wypłaca świadczenia beneficjentom.
Druk 2601 Poselski projekt z 13 maja 2026 r., doręczony 27 maja 2026 r., dotyczący rozszerzenia zakresu oświadczeń majątkowych. Zakres Projekt przewiduje zmianę 18 ustaw regulujących obowiązek składania oświadczeń majątkowych.
Nowe pola Fundator, beneficjent, członek organu fundacji rodzinnej, wartość mienia wniesionego do fundacji, uprawnienia beneficjenta i dochody z uczestnictwa.
Termin Ustawa ma wejść w życie po 14 dniach od ogłoszenia; część osób ma uzupełnić oświadczenie za 2025 r. w 4 miesiące.
Akty wykonawcze Dotychczasowe wzory oświadczeń mają obowiązywać maksymalnie 3 miesiące.
Niespójność W uzasadnieniu pojawia się liczba 199 posłów, a w DSR 233 posłów przy opisie głosowania nad uszczelnieniem fundacji rodzinnych.
Do Sejmu trafił poselski projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z rozszerzeniem zakresu oświadczenia o stanie majątkowym. Projekt ma numer druku 2601. Według metadanych sejmowych dokument został sporządzony 13 maja 2026 r., a doręczony 27 maja 2026 r. Nie jest to pojedyncza zmiana w jednym formularzu. Projekt ingeruje w system oświadczeń majątkowych w wielu sektorach państwa.
W praktyce chodzi o dopisanie do oświadczeń majątkowych informacji o fundacjach rodzinnych. Osoba objęta obowiązkiem miałaby ujawnić, czy występuje jako fundator, beneficjent albo członek organu fundacji rodzinnej, jaka była wartość mienia wniesionego do fundacji, jaki jest charakter uprawnień beneficjenta i jakie dochody osiągnięto z uczestnictwa w fundacji. To uderza w obszar, który do tej pory mógł być dla obywatela znacznie mniej czytelny niż klasyczne udziały w spółce.
Projekt dotyczy szerokiego katalogu osób pełniących funkcje publiczne: od samorządowców, parlamentarzystów i europosłów, przez policję, straże i wojsko, po sędziów, prokuratorów, komorników, SOP oraz osoby objęte ustawą antykorupcyjną. To nie jest zmiana dla wąskiej grupy. To korekta jednego z podstawowych narzędzi kontroli państwa.
Odpowiedzialność polityczna jest tu szersza niż nazwa jednego klubu albo jednego posła. Chodzi o standard państwa: jeżeli ktoś decyduje o prawie, podatkach, kontroli, samorządzie, bezpieczeństwie albo wymiarze sprawiedliwości, obywatel ma prawo wiedzieć, czy dana osoba uczestniczy w strukturze, która może gromadzić majątek i przekazywać świadczenia beneficjentom.
Projektodawcy sami wskazują, że obecne przepisy nie obejmują wprost informacji o uczestnictwie osób publicznych w fundacjach rodzinnych. W dokumencie opisano fundację rodzinną jako nową instytucję prawną służącą gromadzeniu mienia, zarządzaniu nim w interesie beneficjentów oraz spełnianiu świadczeń na ich rzecz. To nie jest neutralny detal biurokratyczny. Jeżeli narzędzie służy zarządzaniu majątkiem, to z punktu widzenia jawności życia publicznego powinno być widoczne w oświadczeniu.
Najmocniejsze zdanie dokumentu nie brzmi jak publicystyczny komentarz, lecz jak diagnoza systemu: ograniczony zakres jawności rejestru fundacji rodzinnych nie zapewnia obywatelom rzetelnej informacji o powiązaniach majątkowych osób pełniących funkcje publiczne. To oznacza, że luka nie jest wymysłem opozycyjnego hasła ani medialną przesadą. Została nazwana w samym uzasadnieniu projektu.
Projekt zakłada także mechanizm przejściowy. Dla większości osób nowe wzory miałyby znaczenie od kolejnego cyklu, ale osoby uczestniczące w procesie legislacyjnym i pełniące najważniejsze funkcje publiczne miałyby uzupełnić oświadczenie za 2025 r. w terminie czterech miesięcy od wejścia ustawy w życie. To ważne, bo nie chodzi tylko o przyszłość, lecz również o możliwość oceny bieżących decyzji politycznych.
Dokument ma mocny sens publiczny, ale sam wymaga redakcyjnej czujności. W jednej części uzasadnienia pojawia się stwierdzenie, że 199 posłów było przeciw uszczelnieniu rozwiązań podatkowych dotyczących fundacji rodzinnych. W części DSR przy podobnym opisie pojawia się liczba 233 posłów. Tego nie wolno zamieść pod dywan, bo tekst o jawności musi sam być precyzyjny. Najbezpieczniejszy wniosek brzmi: projekt wskazuje polityczny kontekst wcześniejszego głosowania, ale konkretna liczba wymaga doprecyzowania w toku prac.
Jest też druga nieostrość. W DSR napisano, że liczba osób bezpośrednio objętych obowiązkiem składania oświadczeń majątkowych wynosi szacunkowo kilkaset tysięcy, natomiast w części finansowej pojawia się sformułowanie o kilku tysiącach podmiotów zobowiązanych do corocznego składania oświadczeń. Można to tłumaczyć różnym zakresem kategorii, ale projekt powinien mówić w tej sprawie jaśniej. W prawie antykorupcyjnym liczby nie są dekoracją. Są częścią wiarygodności.
Oświadczenie majątkowe jest jednym z nielicznych narzędzi, dzięki którym obywatel może zobaczyć, czy osoba publiczna nie głosuje, nie decyduje albo nie nadzoruje spraw, w których ma prywatny interes. Nie chodzi o ciekawość życia prywatnego. Chodzi o elementarną możliwość kontroli władzy. Jeśli władza korzysta z konstrukcji prawnych, których obywatel nie widzi, jawność staje się częściowa, a częściowa jawność bywa wygodniejsza dla rządzących niż pełna ciemność.
Fundacja rodzinna może być legalnym i sensownym narzędziem sukcesji majątkowej. To trzeba powiedzieć jasno. Problem nie polega na tym, że sama fundacja jest podejrzana. Problem zaczyna się wtedy, gdy osoba publiczna może mieć status fundatora albo beneficjenta, a obywatel nie ma prostego dostępu do tej informacji przy ocenie jej decyzji. Legalna konstrukcja nie powinna stawać się parawanem dla konfliktu interesów.
W projekcie przywołano wcześniejsze prace nad uszczelnieniem rozwiązań podatkowych związanych z fundacjami rodzinnymi i wskazano, że ustawa z druku 1753 nie weszła w życie z powodu weta Prezydenta RP. To istotny kontekst, bo pokazuje, że spór o fundacje rodzinne nie jest abstrakcyjny. Dotyczy zarówno podatków, jak i przejrzystości interesów osób, które później głosują nad podobnymi rozwiązaniami. Najważniejsze nie jest to, kto popierał konkretne rozwiązanie, lecz czy obywatel może sprawdzić możliwy interes majątkowy. Oświadczenie majątkowe istnieje właśnie po to, żeby nie trzeba było zgadywać.
Moim zdaniem to jeden z tych projektów, które wyglądają technicznie, a w rzeczywistości dotykają samego rdzenia zaufania do państwa. Jeżeli osoba publiczna ma obowiązek pokazać samochód wart więcej niż 10 tys. zł, kredyt, akcje i udziały, to trudno bronić tezy, że nie musi jasno pokazać uczestnictwa w fundacji rodzinnej zarządzającej majątkiem. To byłaby jawność z dziurą dokładnie tam, gdzie pojawia się nowoczesna konstrukcja prawna.
Projekt nie dowodzi, że ktokolwiek nadużył fundacji rodzinnej. I nie trzeba tego twierdzić, żeby uznać sprawę za ważną. Wystarczy prosty standard: im więcej władzy, tym mniej miejsc na prywatny cień. Jeśli państwo chce poważnie mówić o antykorupcji, musi kontrolować nie tylko stare formularze, ale również nowe formy gromadzenia i przekazywania majątku.
Dalszy los projektu zależy od prac sejmowych. Kluczowe będą trzy rzeczy: czy projekt zostanie utrzymany w szerokim zakresie, czy poprawione zostaną nieścisłości liczbowe oraz czy nowe wzory oświadczeń będą realnie czytelne dla obywatela. Formularz może formalnie zawierać nowe pola, a mimo to być napisany tak, że przeciętny odbiorca nadal nie zobaczy sedna.
Warto też patrzeć, czy projekt nie zostanie rozwodniony. Najłatwiej osłabić jawność nie przez frontalny sprzeciw, ale przez wyjątki, opóźnienia, nieprecyzyjne definicje i brak prostego dostępu do danych. Testem tej ustawy nie będzie więc sama deklaracja transparentności. Testem będzie to, czy obywatel po wejściu w życie przepisów naprawdę zobaczy więcej.
Nazwa mechanizmu: jawność selektywna. Polega ona na tym, że system formalnie wymaga ujawniania majątku, ale nie nadąża za nowymi formami jego gromadzenia, zarządzania i przekazywania. Obywatel widzi klasyczne rubryki: nieruchomości, pieniądze, akcje, udziały, zobowiązania. Może jednak nie widzieć statusu fundatora, beneficjenta albo członka organu fundacji rodzinnej, jeżeli prawo nie nakaże wpisania tego wprost. To nie jest drobiazg. To różnica między kontrolą rzeczywistą a kontrolą opartą na formularzu z poprzedniej epoki.
Mechanizm działa krok po kroku. Najpierw powstaje legalna konstrukcja prawna, na przykład do sukcesji majątku rodzinnego. Potem korzystają z niej także osoby publiczne. Wtedy pojawia się pytanie: czy ktoś, kto decyduje o prawie dotyczącym tej konstrukcji, sam może mieć z nią związek majątkowy? Jeśli odpowiedź zostaje poza oświadczeniem, obywatel traci narzędzie oceny konfliktu interesów.
Technika komunikacyjna polega na sprowadzeniu sprawy do formularza. Władza może powiedzieć: zmieniamy tylko wzór, to techniczna korekta. W rzeczywistości stawką nie jest rubryka, lecz relacja między majątkiem a decyzją publiczną. Nie chodzi o papier, tylko o kontrolę interesu prywatnego przy sprawowaniu funkcji publicznej.
Elementem pominiętym w miękkiej narracji bywa koszt braku jawności. Jeśli obywatel nie wie, czy decydent jest beneficjentem fundacji rodzinnej, trudniej ocenić jego głosowanie, wypowiedzi i działania w sprawach dotyczących takich fundacji. To nie przesądza o winie, nadużyciu ani nieuczciwości konkretnej osoby. Pokazuje natomiast ryzyko systemowe: prywatny interes może istnieć, ale pozostawać poza łatwą weryfikacją.
Podobny mechanizm można rozpoznać po prostym pytaniu: czy prawo ujawnia tylko tradycyjne składniki majątku, czy także nowe struktury, przez które majątek może być kontrolowany. Jawność ma sens dopiero wtedy, gdy obejmuje rubryki, w których może pojawić się realny konflikt interesów.
Jawność majątkowa nie kończy się tam, gdzie zaczyna się nowa konstrukcja prawna. Jeśli państwo chce być poważne wobec obywatela, musi pokazać nie tylko to, co polityk posiada wprost, ale także to, z czego może korzystać przez fundację.
Autor i redaktor portalu Psi PatrOl 24.
Czytaj również


Most odbiera się papierem, ale trzyma go beton. NIK pokazuje, jak nadzór nad inwestycjami może pękać przed pierwszą awarią.
Raport NIK pokazuje mechanizm, w którym inwestycja publiczna może wyglądać na zakończoną, rozliczoną i oddaną, choć dokumenty, badania i nadzór nie dają wystarczającej pewności, że państwo naprawdę dopilnowało jakości oraz bezpieczeństwa.


119 miliardów w nieprawidłowościach. KAS pokazuje rachunek, którego państwo nie może zamieść pod dywan.
Krajowa Administracja Skarbowa poinformowała 1 czerwca 2026 r., że audytami środków publicznych objęto 166 podmiotów, a łączna kwota nieprawidłowości przekracza 119 mld zł. Do prokuratury trafiło 245 zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa, a do Rzecznika Dyscypliny Finansów Publicznych - 126 zawiadomień. To nie jest jeszcze wyrok wobec kogokolwiek, ale jest to oficjalny rachunek chaosu, którego państwo nie może sprowadzić do komunikatu i kilku tabel.


Alarm jako nowa normalność. Państwo przedłuża czujność, ale obywatel nadal widzi głównie komunikat.
Od 1 czerwca do 31 sierpnia 2026 r. Polska znów funkcjonuje w przedłużonym trybie podwyższonej gotowości: BRAVO i BRAVO-CRP obejmują całe terytorium kraju, BRAVO dotyczy także polskiej infrastruktury energetycznej poza granicami RP, a CHARLIE obowiązuje na wybranych obszarach kolejowych. Rząd tłumaczy decyzję zagrożeniami hybrydowymi, cyberprzestrzenią, działaniami Rosji i Białorusi oraz wojną w Ukrainie. To może być uzasadnione. Problem zaczyna się tam, gdzie kolejne przedłużenie alarmów staje się komunikatem bez bilansu: co realnie wykryto, co naprawiono, ile kosztuje czujność i które instytucje nadal są słabe.


Rabat, który działał jak kara. UOKiK wymusza zwroty, a klient widzi, jak cennik może ukrywać sankcję.
Od 25 maja do 11 czerwca 2026 r. T-Mobile ma informować klientów, którym po decyzji Prezesa UOKiK nr RKR-1/2026 przysługuje zwrot środków albo voucher. Chodzi o mechanizm utraty rabatu za obsługę elektroniczną i terminową płatność po spóźnieniu z fakturą. UOKiK uprawdopodobnił, że praktyka mogła naruszać zbiorowe interesy konsumentów, bo utracony rabat mógł działać jak kara umowna. To sprawa większa niż kilka złotych na rachunku: pokazuje, jak prostym językiem promocji można zasłonić realną sankcję.