Dzieci w DPS z dorosłymi. NIK: system nie zapewnia pełnej i prawidłowej opieki
NIK opublikowała 19 maja kontrolę, z której wynika, że w Polsce nie ma domów pomocy społecznej, w których przebywałyby wyłącznie osoby niepełnoletnie. W DPS dla dzieci i młodzieży średnio 66 proc. mieszkańców stanowiły osoby powyżej 25. roku życia, a najstarszy mieszkaniec miał 76 lat. To nie jest drobna usterka systemu. To sytuacja, w której dziecko z niepełnosprawnością trafia do placówki opisanej jako dziecięca, ale realnie dzieli przestrzeń z dorosłymi i często wypada z radaru pieczy zastępczej.

Dzieci w DPS z dorosłymi NIK opublikowała 19 maja kontrolę, z której wynika, że w Polsce nie ma domów pomocy społecznej, w których przebywałyby wyłącznie osoby niepełnoletnie. W DPS dla dzieci i młodzieży średnio 66 proc. mieszkańców stanowiły osoby powyżej 25. roku życia, a najstarszy mieszkaniec miał 76 lat. To nie jest drobna usterka systemu.
To sytuacja, w której dziecko z niepełnosprawnością trafia do placówki opisanej jako dziecięca, ale realnie dzieli przestrzeń z dorosłymi i często wypada z radaru pieczy zastępczej. Kontrola NIK dotyczyła zapewnienia opieki dzieciom i młodzieży z niepełnosprawnością intelektualną umieszczonym w domach pomocy społecznej. Objęła lata 2022-2025, do 30 września, i została przeprowadzona w dziewięciu DPS, siedmiu powiatowych centrach pomocy rodzinie oraz siedmiu starostwach powiatowych. Izba sprawdzała, czy opieka była prawidłowa i rzetelna.
Wniosek jest ostrożny językowo, ale bardzo mocny społecznie: obecny system nie zapewnia takim dzieciom w pełni prawidłowej i rzetelnej opieki, a jego wady legislacyjne wymagają naprawy. Według stanu na 31 grudnia 2024 r. w Polsce działało 35 DPS dla dzieci i młodzieży z 2470 miejscami oraz 65 DPS łączonych z 5611 miejscami. Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, przytoczonych przez NIK, wynika, że łączna liczba miejsc przeznaczonych dla dzieci wynosiła 4032. W rzeczywistości w DPS przebywało 1059 niepełnoletnich mieszkańców, którzy zajmowali 26 proc. miejsc formalnie zarezerwowanych dla dzieci. Sama liczba miejsc wygląda więc lepiej niż praktyka. Na papierze jest dziecięcy pokój. W środku stoją łóżka dorosłych. Najmocniejszy fragment dotyczy struktury wieku. W kontrolowanych przez NIK DPS łączonych osoby powyżej 25. roku życia stanowiły od 88 do 90 proc. mieszkańców.
W DPS dla dzieci i młodzieży odsetek mieszkańców powyżej 25 lat wynosił średnio aż 66 proc. NIK wskazała, że miejsca przeznaczone wyłącznie dla dzieci zajmowały na ogół osoby dorosłe, które zgodnie z przepisami mogą pozostawać w DPS po ukończeniu 30. roku życia, jeżeli mieszkają tam ponad pięć lat i nie mają wystarczającej zdolności adaptacji do nowego otoczenia. To właśnie tu pojawia się mechanizm. Dziecko trafia do DPS, bo nie znaleziono dla niego miejsca w pieczy zastępczej, placówce opiekuńczo-leczniczej albo innej formie specjalistycznego wsparcia. DPS formalnie staje się rozwiązaniem ostatnim. Ale po umieszczeniu dziecka w takiej placówce system często nie szuka już wyjścia.
NIK napisała, że dzieci umieszczone w DPS znikają z powiatowych statystyk związanych z systemem pieczy zastępczej. W praktyce wygląda to jak administracyjne odłożenie sprawy na półkę: segregator zamknięty, dziecko nadal w instytucji. NIK opisuje też konsekwencje codzienne. We wszystkich skontrolowanych DPS małoletni mieszkańcy dzielili pokoje z osobami dorosłymi lub w wieku dojrzałym. Przyczyny wskazywane przez placówki były różne: lokalowe, kadrowe, zdrowotne, związane z zaburzeniami, konfliktami między dziećmi, wybudzaniem się w nocy, strukturą wieku i potrzebą stabilizacji dorosłych mieszkańców. Te wyjaśnienia mogą częściowo tłumaczyć decyzje dyrektorów, ale nie rozwiązują problemu dziecka. Dla dziecka pokój nie jest tabelą organizacyjną. To przestrzeń bezpieczeństwa, snu, intymności i rozwoju.
Najmłodsze dziecko, które w okresie kontroli przebywało w DPS, miało siedem miesięcy. W latach 2022-2025 w placówkach mieszkało odpowiednio sześcioro, pięcioro, siedmioro i dwoje dzieci poniżej trzeciego roku życia. Ten szczegół ma dużą siłę, bo pokazuje skalę absurdalnego napięcia między językiem procedury a rzeczywistością. Siedmiomiesięczne dziecko nie potrzebuje "instytucjonalnej ścieżki wsparcia". Potrzebuje stałego, bezpiecznego, bliskiego opiekuna. Państwo może to opisywać paragrafami, ale dziecko nie rozwija się od paragrafu. Izba wskazała, że zaspokojenie potrzeb psychicznych i emocjonalnych części dzieci w DPS, w szczególności poczucia bezpieczeństwa, nie było możliwe. Wpływały na to m.in. brak stałego opiekuna, współdzielenie pokojów i przestrzeni sanitarnej z dorosłymi oraz rotacja pracowników.
Co dziesiąty pracownik zespołu terapeutyczno-opiekuńczego nie został przeszkolony z pierwszej pomocy przedmedycznej. Dzieci, które w większości uczęszczały do placówek edukacyjnych lub wychowawczych, miały ograniczony dostęp do terapii zajęciowej, rehabilitacji i psychologa, bo godziny pracy specjalistów często przypadały wtedy, gdy dzieci były poza DPS. To nie znaczy, że placówki nie robiły nic. NIK odnotowała, że kontrolowane DPS realizowały zadania z zakresu pomocy społecznej, wspierały dzieci i młodzież, zapewniały potrzeby zdrowotne mimo trudności z dostępem do specjalistów, prowadziły diagnostykę, dbały o wyposażenie, zabawki i odzież.
Ten fragment jest ważny, bo chroni tekst przed niesprawiedliwym uogólnieniem. Problem nie polega na prostym oskarżeniu pracowników DPS. Problem polega na tym, że system umieszcza dzieci w instytucji, która z definicji nie jest rodziną i często nie jest nawet realnie dziecięcym środowiskiem. NIK wskazała także możliwe nierówne traktowanie. Zdarzało się, że placówki PCPR, po konsultacji z dyrektorami DPS, odmawiały przyjęcia małoletnich z niepełnosprawnością intelektualną mimo dostępnych wolnych miejsc, uzasadniając to bezpieczeństwem mieszkańców. Według NIK taki tryb mógł świadczyć o nierównym traktowaniu dzieci i młodzieży, których umieszczenie w DPS orzekł sąd. Tu nie chodzi o to, żeby mechanicznie wciskać dziecko do dowolnej wolnej placówki.
Chodzi o przejrzystość kryteriów i odpowiedzialność za decyzję, bo za słowem "brak miejsca" może stać cały niewidzialny korytarz odmów. W ponad połowie DPS nie podejmowano żadnych działań, które mogłyby doprowadzić do opuszczenia placówki przez dzieci i młodzież. Najczęściej wskazywano, że nie należy to do zadań DPS. Jednocześnie wszystkie kontrolowane PCPR prowadziły promocję rodzicielstwa zastępczego, ale w całym okresie objętym kontrolą na obszarze działania czterech jednostek nie funkcjonowała żadna specjalistyczna rodzina zastępcza. W pozostałych powiatach było ich od jednej do pięciu. To nie jest system poszukiwania rodziny. To raczej system poszukiwania uzasadnienia, dlaczego rodziny nie ma.
Rzecznik Praw Obywatelskich już przed publikacją kontroli NIK pisał do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, że dzieci z niepełnosprawnościami nie powinny przebywać w domach pomocy społecznej i pieczy instytucjonalnej, bo pobyt w placówkach nie służy ich dobru. W kwietniu 2026 r. RPO poinformował o odpowiedzi resortu: projekt zmian w ustawie o pomocy społecznej i innych ustawach ma przewidywać m.in. obowiązek działań w celu zapewnienia dzieciom skierowanym do DPS miejsca w rodzinnej pieczy zastępczej oraz przepis umożliwiający kierowanie do DPS tylko osób pełnoletnich. To ważny status sprawy. Nie ma podstaw, by pisać, że ministerstwo nie dostrzega problemu. Dokumenty pokazują jednak, że problem istnieje dziś, a dzieci mieszkają w systemie dziś. Zapowiedź ustawy jest jak plan ewakuacji przypięty do ściany: potrzebny, ale nie zastępuje wyprowadzenia ludzi z dymu.
Dlatego sprawa wymaga kontroli terminów, treści projektu, finansowania specjalistycznych rodzin zastępczych oraz realnej zmiany praktyki powiatów, PCPR i DPS. NIK kieruje wnioski m.in. do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministra Sprawiedliwości. Chodzi o zmiany w ustawie o pomocy społecznej, ustawie o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, rozporządzeniu w sprawie DPS oraz ustawie o ochronie zdrowia psychicznego. Izba wskazuje m.in. potrzebę uregulowania zasad monitoringu, bezpiecznego przechowywania leków psychotropowych i odurzających, dostosowania standardu usług w DPS do realnego czasu pobytu dzieci oraz obowiązku współpracy DPS, PCPR i sądu opiekuńczego w poszukiwaniu rodzinnych form pieczy. Status prawny jest jasny: to nie jest materiał o przestępstwie ani o winie jednej osoby.
To wiadomość o publicznym systemie, który według NIK nie gwarantuje dzieciom z niepełnosprawnością intelektualną pełnej, prawidłowej i rzetelnej opieki. Odpowiedzialność jest instytucjonalna: ustawodawca, resort rodziny, resort sprawiedliwości, wojewodowie, powiaty, PCPR, sądy i organy prowadzące DPS muszą wiedzieć, że dziecko nie może być administracyjnym przypadkiem bez dalszej ścieżki. Najkrótsza puenta brzmi tak: jeżeli państwo nazywa placówkę domem dla dzieci, to dziecko powinno znaleźć tam warunki dziecięce, a nie dorosły świat z dopiskiem w regulaminie. Procedura może tłumaczyć, jak do tego doszło. Nie może udawać, że to jest normalne.
Autor i redaktor Libra True
Czytaj również


Małpki pod sztandarem zdrowia. Rząd chce zabrać gminom pieniądze i wrzucić je do NFZ, który NIK już rozliczyła z braku przejrzystości.
Ministerstwo Finansów i Ministerstwo Zdrowia szykują projekt UD416: opłata od alkoholu w małych butelkach ma wzrosnąć z 25 do 100 zł za litr czystego alkoholu, a 100 proc. wpływów ma trafiać do NFZ. Na papierze brzmi to jak prozdrowotna ofensywa. W dokumentach widać jednak poważniejszy problem: NIK już wykazała, że NFZ nie potrafił osobno rozliczyć podobnych środków, podczas gdy skontrolowane gminy wydawały swoją część zgodnie z przeznaczeniem.


Baza po skandalu. Jak jeden lekarski milion otwiera rządowi drzwi do danych o pensjach medyków.
Najpierw była liczba: blisko 1,6 mln zł dochodu lekarza z działalności medycznej za 2025 r. Potem przyszła polityczna reakcja: projekt UD285, który według branżowych analiz ma dać państwu możliwość łączenia informacji o wynagrodzeniach medyków z PESEL albo numerem prawa wykonywania zawodu. Problem nie polega na tym, że państwo chce wiedzieć, jak wydaje publiczne pieniądze. Problem zaczyna się wtedy, gdy po jednej głośnej sprawie rząd buduje instrument kontroli danych, zamiast najpierw pokazać, gdzie zawiódł nadzór nad systemem.


Podatek pisany po fakcie. Rząd chce 4 mld zł z paliw, ale wystawia rachunek za miesiące sprzed ustawy.
Rząd przyjął 16 czerwca 2026 r. projekt podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Według najnowszych założeń danina ma przynieść ok. 4 mld zł, a stawka spadła z pierwotnych 75 do 60 proc. Największy problem nie zniknął: podatek ma obejmować zyski od marca, choć wejście ustawy w życie planowane jest na sierpień. To już nie tylko spór o pieniądze, ale o sposób, w jaki państwo traktuje reguły gry.


Autobus obiecany, przystanek zostaje pusty. Reforma transportu może rozmyć odpowiedzialność za wykluczenie.
Rada Ministrów przyjęła 9 czerwca 2026 r. projekt reformy publicznego transportu zbiorowego, a 11 czerwca dokument trafił do Sejmu. Oficjalny przekaz jest mocny: państwo ma wreszcie zagwarantować minimalny poziom połączeń i ograniczyć wykluczenie komunikacyjne. Problem w tym, że sam projekt oraz uwagi samorządów pokazują ryzyko reformy, która pięknie porządkuje mapę, ale może nie dowieźć człowieka do lekarza, pracy albo szkoły.