środa, 3 czerwca 2026
Libra True
Zdrowie·Wiadomość

Asystencja osobista nie jest luksusem. Dla wielu osób to warunek normalnego życia.

Pomoc miała działać od 1 stycznia. W części kontrolowanych miejsc umowy podpisywano jednak dopiero po dwóch, trzech, a przy opiece wytchnienie nawet po sześciu miesiącach. Najwyższa Izba Kontroli opisała system, w którym asystencja osobista i opieka wytchnienia są potrzebne codziennie, lecz ich finansowanie nadal porusza się rytmem rocznych naborów, konkursów i aneksów. W Białymstoku i Sokółce co najmniej 15 osób czekało na przyjęcie do usług od 12 do 17 miesięcy, a część uczestników otrzymywała jedynie ułamek wnioskowanych godzin. To nie jest spór o urzędowy kalendarz. To pytanie, kto bierze na siebie ciężar opieki wtedy, gdy państwowa pomoc istnieje na papierze, ale nie dociera jeszcze do domu.

Michał K. · Redaktor prowadzący
21 maja 2026 21:58 · 2 min czytania

Co pokazują dokumenty? Najważniejsze ustalenie jest zarazem najbardziej zwyczajne i najbardziej dotkliwe: pomoc, która z natury powinna być ciągła, została oparta na mechanizmie rocznych programów. W 2026 r. nadal funkcjonują osobne edycje programu „Asystent osobisty osoby z niepełnosprawnością” i „Opieka wytchnienia” dla jednostek samorządu terytorialnego. Pierwszy ma planowany budżet ponad 1,1 mld zł, drugi ponad 205 mln zł. Pieniądze są realne, katalog usług także. Problem zaczyna się w chwili, gdy człowiek potrzebuje pomocy każdego dnia, a administracja uruchamia ją w transzach, po naborze, ocenie, podziale środków i podpisaniu umów.

NIK w kontroli dotyczącej systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów wskazała, że w województwach podlaskim i śląskim umowy dla programu asystenckiego podpisywano w latach 2022–2023 dopiero do dwóch i pół albo trzech miesięcy po rozpoczęciu roku. Jeszcze gorzej wyglądała opieka wytchnienia: w województwie podlaskim umowy zawierano do sześciu miesięcy po rozpoczęciu 2022 r. i do czterech miesięcy po rozpoczęciu 2023 r. W prostym tłumaczeniu: styczeń, luty, marzec, czasem także kwiecień, maj i czerwiec musiały zostać jakoś „przetrwane”, choć potrzeba wsparcia nie bierze urlopu do chwili podpisania dokumentu. Kontrola nie ograniczyła się do kalendarza. W Białymstoku i Sokółce co najmniej 15 osób przyjęto do obu programów dopiero po 12–17 miesiącach od złożenia wniosków.

W innych przypadkach liczba godzin przyznanych w ramach usług była dramatycznie niższa od zgłoszonych potrzeb. Jeden z uczestników wnosił o 5720 godzin asystencji, a otrzymał 160; inny o 2800, a dostał 222; kolejny o 5140, a przyznano mu 152. To nie są kosmetyczne korekty planu. To różnica między wsparciem, które organizuje życie, a pomocą, która zaledwie je punktuje. NIK odnotowała również, że liczba osób oczekujących na wsparcie przekraczała liczbę przyjętych w części kontrolowanych jednostek. W zestawieniach z lat 2021–2023 widać, że w Białymstoku i Sokółce popyt na oba programy przewyższał dostępną liczbę miejsc.

Jednocześnie system nadzoru nie zawsze potrafił wykryć własne błędy. W Ełku stwierdzono podwójne rozliczenie 259 godzin usług opiekuńczych dla 13 osób, na łączną kwotę 8547 zł. To mała kwota wobec miliardowego programu, ale duży sygnał ostrzegawczy: jeśli państwo potrafi jednocześnie spóźniać pomoc i słabo pilnować jej rozliczeń, to znaczy, że problem leży nie w pojedynczym formularzu, lecz w konstrukcji całej maszyny. Równolegle toczy się próba przebudowy systemu. Rada Ministrów przyjęła 28 października 2025 r. projekt ustawy o asystencji osobistej osób z niepełnosprawnościami, który ma wprowadzić ustawowe prawo do usług od kwietnia 2027 r., a w listopadzie 2025 r. projekt trafił do Sejmu.

W maju 2026 r. prace parlamentarne nadal trwały w podkomisji. Sam fakt, że rząd projektuje prawo do usługi gwarantowanej ustawowo, jest pośrednim przyznaniem, że obecny model programowy nie zapewnia wystarczającej stabilności. Gdzie pojawia się luka? Luka nie polega na tym, że państwo niczego nie finansuje. Ono finansuje dużo, ale zbyt często sezonowo organizuje coś, co w życiu rodzin ma charakter całoroczny. To trochę jakby lodówka była formalnie pełna przez cały rok, lecz klucz do kuchni wydawano dopiero po Wielkanocy. Na papierze dom jest zaopatrzony. W praktyce ktoś przez pierwsze miesiące musi gotować z tego, co zostało z grudnia.

NIK ujęła rzecz bez literackich ozdobników: jednoroczny charakter programów, uzależnienie środków od konkursów oraz brak ich pełnego uregulowania ustawowego niosą istotne ryzyko dla ciągłości usług. Ta konstrukcja sama produkuje lukę czasową. Najpierw jest potrzeba, potem nabór, potem decyzja, potem umowa, potem realizacja. W życiu osób z niepełnosprawnościami kolejność jest odwrotna: najpierw jest codzienność, a papier powinien jedynie nadążać za nią bez teatralnych opóźnień.

Do luki finansowej dochodzi luka informacyjna. Z dokumentów NIK wynika, że część kontrolowanych jednostek nie analizowała rzetelnie potrzeb, a zapotrzebowanie wpisywane we wnioskach miało charakter szacunkowy. Jeżeli urząd najpierw nie wie dokładnie, ile wsparcia jest potrzebne, a potem i tak przyznaje je po czasie, łatwo powstaje system, w którym braku nie widać do chwili, gdy widać go już w czyimś mieszkaniu. Formalnie proces trwa; faktycznie ciężar procesu dźwiga rodzina. Ważny jest też rozdźwięk między językiem polityki a rytmem wykonania.

Programy są opisywane słowami „wsparcie”, „odciążenie”, „samodzielność”, „opieka”. To słowa ciepłe, niemal miękkie. Tymczasem rzeczywistość kontrolna jest twarda: opóźnienia, oczekiwanie, ograniczone godziny, niepełne rozpoznanie potrzeb. W takim układzie najbardziej zdradliwe jest nie to, że system niczego nie obiecuje. Najbardziej zdradliwe jest to, że obiecuje właściwą rzecz, tylko nie zawsze wtedy, kiedy jest potrzebna. Kto zyskuje, kto płaci? W tym materiale nie ma prostego „beneficjenta” w klasycznym sensie znanym z historii o przetargach, działkach czy premiach. Nie ma dokumentów dowodzących, że ktoś zarobił na cudzym czekaniu.

Jest za to mechanizm przerzucenia kosztu. Gdy pomoc nie rusza od początku roku albo przychodzi w wymiarze znacznie niższym od potrzeb, brakujące godziny nie znikają. Ktoś musi je wykonać, opłacić albo odchorować. Najczęściej płacą rodziny i sami opiekunowie. Płacą czasem utraconym na pracę, snem, zdrowiem, rezygnacją z odpoczynku, dodatkowymi prywatnymi usługami albo zwykłym zamknięciem dnia wokół jednej osoby potrzebującej wsparcia. Jeżeli program ma odciążać, a przez kilka miesięcy nie działa lub działa za wąsko, to jego brak nie jest neutralny. On po prostu dopisuje niewidzialną zmianę do grafiku domowników. Płacą także organizacje i samorządy, które w praktyce próbują łatać przerwy między edycjami.

NIK wskazała, że w części przypadków sama jakość i ciągłość świadczenia usług zależała od tego, czy realizatorzy będą w stanie przetrwać czas między jedną umową a drugą. Wtedy państwo zachowuje się jak klient, który chce mieć usługę stale, ale fakturę za pierwszy kwartał uzna dopiero, gdy skończy pisać własny regulamin. W małej organizacji społecznej taki model nie jest abstrakcją księgową. To pytanie o płynność, ludzi i o to, czy doświadczeni asystenci nie odejdą gdzie indziej, zanim podpis pojawi się pod kolejnym dokumentem.

Nie wolno jednak dopisywać do tego intencji, których dokumenty nie pokazują. Zebrane materiały nie dowodzą, że opóźnienia były celowym sposobem oszczędzania pieniędzy ani że miały uprzywilejować konkretne podmioty. Dowodzą czegoś mniej widowiskowego, ale w państwie prawa równie ważnego: konstrukcja programu pozwala, by ciężar organizacyjny i osobisty lądował na tych, którzy mają najmniej przestrzeni, by go unieść. Co jest faktem, a co wymaga dalszego sprawdzenia? Faktem jest, że w kontrolowanych województwach umowy podpisywano po rozpoczęciu roku, a przy opiece wytchnienie opóźnienia sięgały nawet sześciu miesięcy. Faktem jest, że w Białymstoku i Sokółce co najmniej 15 osób czekało 12–17 miesięcy na przyjęcie do programów.

Faktem jest, że w części spraw przyznano wielokrotnie mniej godzin niż wynikało ze zgłoszonych potrzeb. Faktem jest wreszcie, że w Ełku wystąpiło podwójne finansowanie 259 godzin usług o wartości 8547 zł oraz że NIK oceniła nadzór nad systemem jako niewystarczający. Faktem jest też aktualność problemu. W 2026 r. oba programy nadal funkcjonują jako kolejne roczne edycje finansowane z Funduszu Solidarnościowego, a rządowy projekt ustawy dopiero przechodzi ścieżkę parlamentarną. Zmiana systemowa została więc zapowiedziana, lecz jeszcze nie zastąpiła starego modelu. Do czasu wejścia w życie ustawy ryzyko przerw i lokalnych nierówności nie znika samym aktem dobrej woli. Dalszego sprawdzenia wymaga skala ogólnopolska.

Kontrola NIK objęła wybrane regiony i jednostki, więc nie wolno mechanicznie rozciągać wszystkich liczb na cały kraj. Trzeba ustalić, ile samorządów w latach 2024–2026 podpisało umowy po 1 stycznia, ile osób oczekiwało na przyjęcie do programów, jaki był stosunek godzin wnioskowanych do przyznanych i czy luki między edycjami finansowano lokalnie z własnych środków. Dalszego sprawdzenia wymagają także skutki społeczne opóźnień. Dokumenty pokazują brak ciągłości i ograniczenie dostępu, ale nie tworzą jednej ogólnopolskiej mapy konsekwencji: rezygnacji z pracy przez opiekunów, dodatkowych wydatków rodzin, hospitalizacji, przeciążenia psychicznego czy zerwanych relacji z asystentami. To są wątki bardzo istotne, lecz powinny zostać potwierdzone osobnymi danymi, relacjami i dokumentacją, nie samym wyczuciem reportera. Nie ma dziś podstaw, by pisać o „aferze”, „celowym oszukiwaniu” albo „porzuceniu” osób z niepełnosprawnościami.

Są natomiast mocne podstawy, by napisać, że dokumenty ujawniają system, który może pozostawiać ludzi bez ciągłości wsparcia mimo istnienia publicznych pieniędzy i formalnych programów. Dlaczego zwykły obywatel powinien to zrozumieć? Bo każdy system publiczny najuczciwiej ocenia się nie po tym, jak brzmi w prezentacji, tylko po tym, czy działa wtedy, gdy człowiek naprawdę go potrzebuje. Asystencja osobista nie jest luksusem w rodzaju dodatkowego pakietu wygód. Dla części osób oznacza możliwość wyjścia z domu, nauki, pracy, wizyty u lekarza, załatwienia sprawy urzędowej, a czasem po prostu życia bez przymusu stałej zależności od najbliższych. Opieka wytchnienia nie jest fanaberią opiekuna, tylko bezpiecznikiem przed wypaleniem i załamaniem całego domowego układu.

Jeżeli te usługi działają z przerwami, skutki nie zatrzymują się w czterech ścianach. Przeciążony opiekun częściej wypada z rynku pracy. Osoba bez asystenta częściej traci samodzielność, aktywność społeczną i szansę na edukację. Rodzina, która kupuje pomoc prywatnie, ma mniej pieniędzy na inne potrzeby. Gmina, która nie widzi pełnego zapotrzebowania, planuje zaniżony system na kolejny rok. Błąd z jednego arkusza kalkulacyjnego zaczyna więc chodzić po mieście na własnych nogach. To także test tego, jak państwo traktuje pojęcie praw. Jeśli coś jest tylko programem, obywatel co roku czeka, czy znów znajdzie się w budżecie i czy lokalny urząd zdąży z procedurą.

Jeśli coś staje się prawem ustawowym, punkt ciężkości przesuwa się z prośby o miejsce na obowiązek zapewnienia usługi. Różnica jest podobna do tej między biletem miesięcznym a loterią, w której czasem wygrywa się przejazd. Oba przedmioty mogą leżeć w portfelu. Tylko jeden naprawdę pozwala planować życie. Dlatego temat nie dotyczy wyłącznie osób z niepełnosprawnościami. Dotyczy jakości państwa. Każdy z nas może kiedyś zależeć od rehabilitacji, opieki, transportu, wsparcia po wypadku albo pomocy dla bliskiej osoby.

Jeśli administracja ćwiczy dziś opóźnioną odpowiedzialność wobec grupy, która już teraz najbardziej potrzebuje przewidywalności, jutro podobny mechanizm może wrócić do każdego z nas pod inną nazwą. Co powinny wyjaśnić instytucje? Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej powinno wyjaśnić, jaki jest obecny harmonogram przejścia od programów rocznych do ustawowej asystencji osobistej, jakie rozwiązania pomostowe planuje dla roku 2027 i czy rozważa finansowanie, które zaczyna działać automatycznie od 1 stycznia, a nie dopiero po podpisaniu lokalnych umów. To pytanie podstawowe, bo kalendarz nie może być trzecim opiekunem w rodzinie.

Wojewodowie i samorządy wskazane w kontroli powinny przedstawić pełne daty: naborów, rozstrzygnięć, podpisania umów i realnego startu usług w latach 2021–2026. Powinny też pokazać, ile osób oczekiwało, ile zostało przyjętych, jaki był stosunek godzin wnioskowanych do przyznanych i czy w czasie przerw między edycjami korzystano z własnych środków, by zachować ciągłość. Bez tych danych nie da się odróżnić pojedynczego potknięcia od powtarzalnej praktyki.

Potrzebne jest również wyjaśnienie, jak system wykrywa podwójne finansowanie, skoro w Ełku 259 godzin tych samych usług można było rozliczyć równolegle z dwóch źródeł. To nie dlatego jest ważne, że 8547 zł rozwiązuje skalę całego problemu. Jest ważne dlatego, że każdy źle rozliczony publiczny złoty osłabia zaufanie do programu, który i tak ma za mało godzin tam, gdzie są one potrzebne. Wreszcie Sejm powinien odpowiedzieć na pytanie o tempo prac nad ustawą. Reforma zapowiedziana jako gwarancja ciągłości będzie oceniana nie po liczbie konferencji prasowych, lecz po tym, czy w domu osoby wymagającej asystencji 2 stycznia 2027 r. rzeczywiście pojawi się człowiek do pomocy, a nie kolejny komunikat o etapie legislacyjnym. Dobry system społeczny ma tę osobliwą cechę, że najlepiej widać go wtedy, gdy nikt nie musi o niego walczyć.

Twoja reakcja
Michał K.
Redaktor prowadzący

Autor i redaktor portalu Psi PatrOl 24.

Czytaj również

Onkologia miała prowadzić pacjenta. Rząd poprawia system, który obciążył szpitale biurokracją.

Onkologia miała prowadzić pacjenta. Rząd poprawia system, który obciążył szpitale biurokracją.

Rada Ministrów przyjęła 26 maja projekt nowelizacji Krajowej Sieci Onkologicznej. To nie jest zwykłe odświeżenie przepisów: w rządowym opisie projektu zapisano, że po blisko roku od wdrożenia sieci ośrodki onkologiczne zgłaszały problemy wynikające z obciążeń administracyjnych i organizacyjnych. W kraju, w którym w 2023 r. odnotowano 192 922 nowe zachorowania na nowotwory złośliwe i 99 676 zgonów, taka korekta nie jest technikalią. To test, czy państwo potrafi naprawiać własne reformy, zanim biurokracja stanie między pacjentem a leczeniem.

1 czerwca 2026 · 2 min
Wojskowa Akademia Medyczna wraca na papierze. Testem nie będzie ustawa, tylko lekarze.

Wojskowa Akademia Medyczna wraca na papierze. Testem nie będzie ustawa, tylko lekarze.

Sejmowy druk 2616 pokazuje, że projekt utworzenia Wojskowej Akademii Medycznej wszedł w ostatni techniczny etap po poprawkach Senatu. Rząd obiecuje odbudowę wojskowej medycyny, ale dokument bazowy zawiera twarde ostrzeżenie: na 1506 etatów lekarskich obsadzonych jest 888, a obsada ratowników medycznych wynosi 57 proc. Uczelnię można powołać od 1 lipca 2026 r.; kadr, których brakuje armii, nie da się uchwalić w tym samym tempie.

30 maja 2026 · 2 min
Szkoła rozdziela zdrowie od jednego sporu.

Szkoła rozdziela zdrowie od jednego sporu.

Ministerstwo Edukacji Narodowej kieruje do konsultacji pakiet rozporządzeń, który ma zrobić rzecz politycznie trudną i organizacyjnie bardzo konkretną: uczynić edukację zdrowotną obowiązkową, ale wydzielić z niej osobny, nieobowiązkowy moduł „edukacja zdrowotna - zdrowie seksualne”. To nie jest wyłącznie korekta planu lekcji. W projekcie widać próbę ustawienia szkoły między zdrowiem publicznym, prawem rodziców do informacji, potrzebami uczniów i sporem, który przez lata potrafił przykryć rozmowę o diecie, psychice, przemocy, higienie cyfrowej czy chorobach przewlekłych.

28 maja 2026 · 3 min
Niemal 8 tys. wizyt poza kolejką i 12 mln zł rachunku za przewlekłość. Dokumenty NIK pokazują skalę problemu.

Niemal 8 tys. wizyt poza kolejką i 12 mln zł rachunku za przewlekłość. Dokumenty NIK pokazują skalę problemu.

W sprawach legalizacji pobytu nie trzeba było wymyślać systemu dwóch prędkości. On już działał. Według najnowszej kontroli NIK Dolnośląski Urząd Wojewódzki wypłacił w latach 2022-2024 ponad 12 mln zł kosztów zasądzonych za przewlekłość lub bezczynność, miał niemal 61 tys. zaległych spraw, a kontrolerzy wykryli prawie 8 tys. rezerwacji wizyt poza oficjalnym systemem kolejkowym. W tym samym czasie państwo nie tylko nie usunęło wieloletniego problemu, lecz także przez przepisy zawieszające bieg terminów ograniczało cudzoziemcom możliwość skutecznego ponaglania urzędów. To tak, jakby urząd najpierw ustawił jednych petentów przy bocznych drzwiach, potem kazał reszcie czekać miesiącami, a na końcu wyjął im z ręki zegarek, żeby trudniej było udowodnić spóźnienie.

21 maja 2026 · 1 min