środa, 3 czerwca 2026
Libra True
Prawo·Wiadomość

Zapach, sąd i państwo bez miarki. Spór o chlewnię pokazuje lukę, którą władza zostawiła obywatelom.

Rzecznik Praw Obywatelskich poinformował 28 maja 2026 r., że nadal analizuje wniosek o wniesienie skargi nadzwyczajnej w sprawie rolnika, który przegrał proces cywilny o zadośćuczynienie za uciążliwe zapachy z chlewni. W tle są konkretne daty, wyroki, skarga kasacyjna, termin do 23 lipca 2029 r. i ponad 7 tys. spraw o skargę nadzwyczajną prowadzonych w BRPO. Ale najważniejsze pytanie nie brzmi, kto ma rację w jednym sąsiedzkim sporze. Brzmi: dlaczego państwo przez lata nie zbudowało jasnych reguł dla konfliktów, które dosłownie wchodzą ludziom do domów przez okna.

Michał K. · Redaktor prowadzący
1 czerwca 2026 10:34 · 2 min czytania

Ta historia wygląda na lokalny konflikt: gospodarstwo, chlewnia, sąsiedzi, zapach, pozew i sąd. W rzeczywistości jest testem sprawności państwa. Tam, gdzie brakuje precyzyjnych norm, standardów pomiaru i przewidywalnej procedury, spór społeczny zostaje przerzucony na obywateli. Rolnik mówi o prawie do prowadzenia legalnej działalności. Sąsiedzi mówią o prawie do normalnego życia we własnym domu. Sąd musi rozstrzygnąć konkretną sprawę, ale to ustawodawca i administracja odpowiadają za to, czy konflikt trafia do sądu jako wyjątek, czy jako skutek wieloletniej bezczynności regulacyjnej.

Według informacji RPO z 28 maja 2026 r. sprawa dotyczy hodowcy trzody chlewnej, którego gospodarstwo obejmuje chlewnię na około 360 sztuk świń. Sąsiedzi wystąpili z powództwem cywilnym, argumentując, że zapachy z gospodarstwa są uciążliwe. Sąd Okręgowy w październiku 2022 r. wydał wyrok na ich korzyść, a Sąd Apelacyjny w lipcu 2024 r. utrzymał go w mocy, uznając, że oddziaływanie zapachowe rozbudowanej działalności wykracza ponad przeciętną miarę przyjętą w miejscowości. Sąd Najwyższy 28 maja 2025 r. odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej pozwanego do rozpoznania na etapie przedsądu. RPO wskazał, że termin na ewentualne wniesienie skargi nadzwyczajnej upływa 23 lipca 2029 r., a wniosek w tej sprawie nadal jest analizowany.

Najbardziej wymowna liczba w tej sprawie nie dotyczy liczby świń ani wysokości zadośćuczynienia. RPO informuje, że w Biurze prowadzonych jest obecnie ponad 7 tys. spraw zainicjowanych wnioskami o wniesienie skargi nadzwyczajnej, a od początku funkcjonowania tego środka zaskarżenia, czyli od 2018 r., do BRPO wpłynęło ponad 22 tys. takich wniosków. To pokazuje obciążenie instytucji, ale również coś ważniejszego: obywatel coraz częściej trafia do ostatniej instytucjonalnej kolejki po nadzieję, że ktoś jeszcze sprawdzi prawomocne rozstrzygnięcie. Skarga nadzwyczajna nie powinna być protezą dla systemu, w którym problemy wcześniej nie zostały rozwiązane przez jasne prawo.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska na swojej stronie przyznaje, że długotrwała uciążliwość zapachowa może negatywnie wpływać na zdrowie człowieka, wywołując m.in. bóle głowy, nudności, podrażnienie oczu i gardła, problemy oddechowe, znużenie czy depresję. Jednocześnie resort wskazuje, że jednoznaczne kryteria uciążliwości zapachowej są trudne do określenia, a brak jednolitego prawodawstwa w Unii Europejskiej utrudnia zadanie. To ważne zastrzeżenie, ale nie może być wygodną wymówką. Skoro problem jest znany od lat, skoro RPO pisze o skargach obywateli mieszkających w pobliżu ferm, wysypisk, składowisk, spalarni, ubojni i zakładów przemysłowych, to państwo nie może udawać, że każdy kolejny konflikt jest zaskoczeniem.

Mechanizm wygląda następująco: najpierw powstaje działalność uciążliwa zapachowo albo rozbudowuje się istniejące przedsięwzięcie. Potem sąsiedzi zaczynają odczuwać skutki, które trudno zmierzyć prostą linijką albo jedną decyzją administracyjną. Organy lokalne często działają w granicach rozproszonych przepisów, bo nie mają kompleksowego narzędzia do oceny odorów. Gdy konflikt narasta, trafia do sądu cywilnego jako spór o immisje, zadośćuczynienie i granice przeciętnej miary. Wtedy sąd rozstrzyga jednostkową sprawę, ale nie tworzy ogólnej polityki publicznej. Po wyroku strona przegrana szuka środków nadzwyczajnych, a politycy odkrywają temat wtedy, gdy da się go opowiedzieć jako dramat rolnika, bunt sąsiadów albo konflikt wsi z miastem. To jest właśnie patologia: państwo nie zbudowało wcześniej miarki, więc ludzie biją się o to, kto ma bardziej wiarygodny nos.

Bo to nie jest tylko sprawa rolnictwa. Odory mogą pochodzić z produkcji rolnej, przemysłu, gospodarki odpadami, oczyszczalni, składowisk, spalarni i ubojni. Obywatel, który mieszka obok takiego źródła, nie potrzebuje filozoficznej rozprawy o subiektywnym odczuwaniu zapachu. Potrzebuje procedury: kto mierzy, jak mierzy, kiedy reaguje, jakie obowiązki ma przedsiębiorca, jakie prawa ma mieszkaniec i jakie zabezpieczenia ma działalność prowadzona legalnie. Bez tego każdy spór jest rozgrywany na emocjach. A emocje w takich sprawach szybko zamieniają sąsiadów we wrogów.

RPO pytał Ministerstwo Klimatu i Środowiska, czy prace legislacyjne będą dotyczyć wszystkich źródeł uciążliwości zapachowej, czy tylko działalności rolniczej. W odpowiedzi resort wskazywał, że przygotowuje bardziej kompleksowe rozwiązanie, obejmujące nie tylko uciążliwości pochodzenia rolniczego, lecz także te związane z produkcją przemysłową i sektorem komunalnym. Według aktualizacji z maja 2026 r. w MKiŚ trwają wewnętrzne prace uzgodnieniowe nad przygotowanymi rozwiązaniami prawnymi dotyczącymi uciążliwości zapachowej. To brzmi rozsądnie, ale z perspektywy obywatela brzmi też znajomo: trwają prace. Problem w tym, że smród nie czeka na uzgodnienia.

Po pierwsze, trzeba ustalić, na jakim realnym etapie są prace legislacyjne w MKiŚ i czy istnieje gotowy projekt, a nie tylko koncepcja. Po drugie, należy sprawdzić, czy projekt obejmie wszystkie źródła odorów, czy zostanie politycznie zawężony do rolnictwa. Po trzecie, potrzebne są jasne informacje o metodach pomiaru, progach reakcji i odpowiedzialności organów kontrolnych. Po czwarte, trzeba ocenić, czy regulacja będzie chronić mieszkańców bez automatycznego niszczenia legalnych gospodarstw i przedsiębiorstw. Po piąte, warto zapytać, ile skarg dotyczących uciążliwości zapachowych trafia rocznie do organów administracji, inspekcji, samorządów i RPO. Bez liczby państwo będzie opowiadać o problemie, którego skali samo nie potrafi pokazać.

Ten spór pokazuje, jak wygląda życie w luce prawnej. Rolnik może mieć poczucie, że państwo pozwoliło mu działać, a potem zostawiło go samego wobec roszczeń. Sąsiad może mieć poczucie, że państwo przez lata ignorowało jego codzienny dyskomfort, aż musiał iść do sądu. Samorząd może mówić, że nie ma wystarczających narzędzi. Resort może tłumaczyć, że materia jest trudna. Każdy ma fragment racji, ale obywatel nie żyje fragmentami. Obywatel żyje skutkiem: niepewnością, kosztami, konfliktem i latami postępowań.

Moim zdaniem w tej sprawie najbardziej kompromitujące dla państwa nie jest to, że sąd rozstrzygnął spór sąsiedzki. Sąd od tego jest. Kompromitujące jest to, że państwo tak długo nie potrafiło stworzyć ram, które ograniczałyby liczbę takich konfliktów i czyniły je mniej uznaniowymi. Władza lubi mówić o strategiach, konsultacjach, ekspertyzach i pracach wewnętrznych. Tyle że obywatel mieszkający przy źródle uciążliwości nie oddycha ekspertyzą. Oddycha powietrzem, które ma w swoim domu. A przedsiębiorca nie prowadzi gospodarstwa w prezentacji resortu, tylko w realnej miejscowości, gdzie każdy błąd prawa staje się konfliktem z sąsiadem.

Jeżeli RPO zdecyduje się na skargę nadzwyczajną, sprawa może wrócić jako jeden z najgłośniejszych sporów o granice działalności rolniczej i ochrony sąsiedztwa. Jeżeli nie zdecyduje się na jej wniesienie, problem systemowy i tak nie zniknie. Przeciwnie: będzie wracał przy kolejnych inwestycjach, rozbudowach gospodarstw, sporach o fermy i konfliktach wokół zakładów komunalnych. Bez ustawy albo przynajmniej jasnego mechanizmu pomiaru Polska będzie nadal produkować spory, które później z powagą analizują sądy, RPO i media. To bardzo droga metoda naprawiania braku reguł.

Państwo, które nie potrafi zmierzyć problemu, zwykle przerzuca go na ludzi. A potem dziwi się, że sąsiedzi idą do sądu, rolnik idzie do RPO, a z braku jednej dobrej ustawy powstaje kolejna sprawa, która pachnie nie tylko chlewnią, lecz także wieloletnim zaniedbaniem administracji.

Twoja reakcja
#Administracja
Michał K.
Redaktor prowadzący

Autor i redaktor portalu Psi PatrOl 24.

Czytaj również

Pełnomocnik przy zamkniętym oknie. MOS2 miał uprościć legalizację pobytu, a RPO pyta o realne prawo do pomocy prawnej.

Pełnomocnik przy zamkniętym oknie. MOS2 miał uprościć legalizację pobytu, a RPO pyta o realne prawo do pomocy prawnej.

RPO prowadzi postępowanie wyjaśniające po skardze radcy prawnego dotyczącej dostępu pełnomocników do MOS2 - systemu służącego m.in. do elektronicznego składania wniosków o zezwolenia pobytowe. Problem jest poważniejszy niż techniczny formularz: UdSC wskazuje, że wniosek podpisany przez pełnomocnika może być prawnie nieistniejący i nie podlegać uzupełnieniu. Jeżeli cyfrowy system nie mieści pełnomocnika w kluczowym momencie sprawy, cyfryzacja zaczyna dotykać prawa strony do realnej pomocy prawnej.

2 czerwca 2026 · 3 min
Fałszywy alarm, realne kajdanki. Państwo musi wyjaśnić, gdzie kończy się interwencja, a zaczyna nadużycie procedury.

Fałszywy alarm, realne kajdanki. Państwo musi wyjaśnić, gdzie kończy się interwencja, a zaczyna nadużycie procedury.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Komendanta Głównego Policji o wyjaśnienia po interwencjach w mieszkaniach dziennikarzy Telewizji Republika, w tym w lokalu Tomasza Sakiewicza. Według RPO podstawą działań miały być zgłoszenia o możliwym zagrożeniu życia lub zdrowia, ale pojawiły się też informacje o przeszukaniu pomieszczeń i użyciu kajdanek. Policja odpowiada, że przy takich zgłoszeniach musi reagować natychmiast. I właśnie tu zaczyna się sedno sprawy: państwo ma obowiązek ratować życie, ale nie ma prawa uciekać od kontroli własnych metod.

1 czerwca 2026 · 2 min
Rachunek dla agresora zaczyna się od składki podatnika. Polska wchodzi do komisji roszczeń dla Ukrainy.

Rachunek dla agresora zaczyna się od składki podatnika. Polska wchodzi do komisji roszczeń dla Ukrainy.

Rząd skierował do Sejmu projekt ratyfikacji konwencji, która ma utworzyć Międzynarodową Komisję do spraw Roszczeń dla Ukrainy. To ważny krok w stronę prawnego rozliczenia rosyjskiej agresji, ale dokument pokazuje również mniej wygodną część tej historii: zanim agresor zapłaci, mechanizm trzeba sfinansować, zorganizować i dopiero uruchomić. Polityczne hasło brzmi prosto. Prawny rachunek jest znacznie bardziej złożony.

29 maja 2026 · 2 min