piątek, 19 czerwca 2026
Libra True
Prawo·Wiadomość

Ustawa wyjęta z rąk UOKiK. Kredyt konsumencki ugrzązł tam, gdzie klient powinien dostać ochronę.

Rządowy projekt ustawy o kredycie konsumenckim UC82 miał wdrożyć unijne dyrektywy, których terminy minęły już w listopadzie i grudniu 2025 r. UOKiK pisał do Komitetu do Spraw Europejskich, że sprawa ma charakter pilny. Kilka tygodni później projekt został wycofany z prac KSE po decyzji premiera o odwołaniu upoważnienia dla prezesa UOKiK. To nie jest detal proceduralny, tylko pytanie o to, kto w państwie naprawdę trzyma stronę konsumenta, gdy po drugiej stronie stoi rynek kredytowy.

Michał K. · Redaktor prowadzący
7 czerwca 2026 17:52 · 3 min czytania

Na stronie Rządowego Centrum Legislacji projekt UC82 figuruje jako projekt ustawy o kredycie konsumenckim. Wnioskodawcą jest Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, data utworzenia projektu to 7 lipca 2025 r., a status w RCL nadal brzmi: otwarty. Projekt miał wdrażać dwie dyrektywy unijne: dyrektywę 2023/2225 w sprawie umów o kredyt konsumencki oraz dyrektywę 2023/2673 dotyczącą usług finansowych zawieranych na odległość.

Najważniejszy zwrot nastąpił w maju 2026 r. W piśmie z 21 kwietnia 2026 r. prezes UOKiK Tomasz Chróstny przekazał projekt do Komitetu do Spraw Europejskich i wskazał, że ma on charakter pilny, bo termin wdrożenia dyrektywy 2023/2225 minął 20 listopada 2025 r., a termin wdrożenia dyrektywy 2023/2673 minął 19 grudnia 2025 r. Następnie, w komunikacie z 22 maja 2026 r., KSE poinformował, że w związku z decyzją Prezesa Rady Ministrów z 18 maja 2026 r. o odwołaniu upoważnienia dla prezesa UOKiK do prowadzenia tych prac projekt UC82 zostaje wycofany z prac KSE.

Władza może oczywiście zmieniać gospodarza projektu. Problem zaczyna się wtedy, gdy zmiana następuje po konsultacjach, po protokole rozbieżności, po sygnale o pilności i przy projekcie, który dotyczy milionów potencjalnych relacji konsument - bank, konsument - firma pożyczkowa, konsument - pośrednik finansowy. Jeżeli państwo zabiera ustawę urzędowi powołanemu do ochrony konkurencji i konsumentów, obywatel ma prawo zapytać: kto przejmuje sprawę, co zostanie z projektu i czy ochrona klienta nie zostanie po cichu rozwodniona.

Pierwszy fakt: projekt UC82 istnieje w RCL i formalnie dotyczy nowej ustawy o kredycie konsumenckim. Nie jest to luźna zapowiedź polityczna, lecz projekt legislacyjny z dokumentami, raportem z konsultacji, protokołem rozbieżności i pismami kierowanymi do Komitetu do Spraw Europejskich.

Drugi fakt: UOKiK był gospodarzem projektu. W piśmie z 21 kwietnia 2026 r. prezes UOKiK przekazał projekt do KSE i powołał się na pilność wdrożenia dwóch dyrektyw. W tym samym piśmie wskazano, że 6 marca 2026 r. projekt skierowano do ponownych uzgodnień, a uwagi nieuwzględnione opisano w protokole rozbieżności.

Trzeci fakt: komunikat KSE z 22 maja 2026 r. mówi o decyzji Prezesa Rady Ministrów z 18 maja 2026 r. o odwołaniu upoważnienia dla prezesa UOKiK do prowadzenia prac legislacyjnych nad wdrożeniem dyrektyw. Skutek jest prosty: projekt wycofano z prac KSE.

Czwarty fakt: projekt nie dotyczył jednego kosmetycznego przepisu. Obejmował reklamy kredytów, formularze informacyjne, ocenę zdolności kredytowej, limity kosztów pozaodsetkowych, zasady przedterminowej spłaty, odpowiedzialność pośredników, nadzór nad instytucjami pożyczkowymi oraz ochronę konsumenta przy usługach finansowych na odległość.

Najbardziej politycznie wrażliwym elementem projektu jest mechanizm sankcji wobec kredytodawcy. Art. 66 projektu przewidywał, że przy określonych naruszeniach konsument, po złożeniu pisemnego oświadczenia, zwraca kredyt bez odsetek i innych kosztów należnych kredytodawcy. Przy części naruszeń projekt przewidywał rozwiązanie łagodniejsze: zwrot z odsetkami w wysokości połowy odsetek umownych, bez innych kosztów.

To nie jest drobiazg techniczny. Dla konsumenta sankcja jest jednym z niewielu narzędzi, które mogą realnie zrównoważyć relację z profesjonalnym podmiotem finansowym. Dla banku lub firmy pożyczkowej jest to natomiast ryzyko finansowe, bo błąd w informacji, w ocenie zdolności kredytowej albo w konstrukcji kosztów może przenieść się na wynik konkretnej umowy.

Właśnie dlatego uczciwa debata powinna odbywać się publicznie: jak karać naruszenia, żeby ochrona klienta była realna, ale żeby system nie zamieniał każdego formalnego uchybienia w automatyczną katastrofę finansową. Projekt zawierał zresztą element ważenia interesów. Art. 66 ust. 7 przewidywał, że sąd może określić wymiar odsetek i innych kosztów, biorąc pod uwagę okoliczności, wagę naruszenia oraz słuszne interesy stron.

Ustawa wyjęta z rąk UOKiK Kredyt konsumencki ugrzązł tam gdzie klient powinien dostać ochronę2.png

Dlatego problem nie brzmi: czy sektor finansowy ma prawo zgłaszać uwagi. Ma. Problem brzmi: dlaczego po całym procesie konsultacji i po skierowaniu projektu do KSE państwo zdjęło projekt z tego toru, nie pokazując obywatelom pełnej politycznej mapy dalszych prac.

Raport z konsultacji pokazuje szeroki krąg uczestników: od organizacji konsumenckich i rzeczniczych po Związek Banków Polskich, instytucje pożyczkowe, KNF, NBP, Rzecznika Finansowego, RPO i organizacje przedsiębiorców. To normalne przy regulacji rynku kredytowego. Ale właśnie dlatego decyzja o odebraniu UOKiK prowadzenia projektu wymaga jasnego uzasadnienia.

Protokół rozbieżności pokazuje, że nie chodziło wyłącznie o przecinki. Ministerstwo Finansów zwracało uwagę m.in. na projekt przepisów wypracowany przez UKNF dotyczący finansowania instytucji pożyczkowych. MRiT zgłaszało zastrzeżenia do zakresu ustawy, art. 28 i innych mechanizmów. UOKiK części uwag nie uwzględniał, argumentując m.in. ryzykiem obchodzenia projektowanych przepisów oraz potrzebą ochrony konsumenta.

Szczególnie czytelny jest wątek kart obciążeniowych i pozabankowych kart kredytowych. UOKiK w protokole powoływał się na badanie rynku, z którego wynikało, że pozabankowe karty kredytowe zaczęły być masowo oferowane w latach 2022-2023, a średnie RRSO podawane konsumentom w nowych umowach w tych podmiotach wynosiło 246,47%, wobec 23,43% w bankach. To liczby, które pokazują, że ustawa nie była abstrakcją. Dotyczyła realnych modeli zarabiania na koszcie kredytu.

Jeżeli więc projekt wycofano z KSE po decyzji premiera, obywatel powinien usłyszeć nie komunikat proceduralny, lecz odpowiedź polityczną: czy chodzi o zmianę gospodarza, zmianę filozofii ochrony konsumenta, zmianę zakresu sankcji, czy o przygotowanie zupełnie nowego projektu.

Mechanizm tej sprawy wygląda następująco. Najpierw Unia przyjmuje dyrektywy, które państwo członkowskie musi wdrożyć. Potem urząd ochrony konsumentów przygotowuje projekt ustawy i przeprowadza konsultacje. Następnie pojawiają się rozbieżności między instytucjami i rynkiem, co jest naturalne, ale wymaga politycznego rozstrzygnięcia. Wreszcie projekt trafia do KSE, po czym zostaje z niego wycofany, bo premier odwołuje upoważnienie dla dotychczasowego gospodarza.

To jest moment, w którym odpowiedzialność może zacząć znikać w administracyjnym półcieniu. UOKiK może powiedzieć: nie prowadzimy już sprawy. KSE może powiedzieć: projekt wycofano. Rząd może powiedzieć: prace będą kontynuowane w innym trybie. A konsument nadal nie wie, czy przepisy, które miały ograniczać nieczytelne koszty, agresywną reklamę i słabe formularze informacyjne, przetrwają w mocnej wersji.

Tak działa jedna z najbardziej kłopotliwych technik administracyjnej komunikacji: rozmycie odpowiedzialności przez przesunięcie sprawy z jednego toru na drugi. Nie trzeba nikogo oskarżać o nielegalne działania, żeby nazwać problem. Jeżeli projekt jest pilny, a terminy unijne minęły, obywatel ma prawo oczekiwać planu, kalendarza i wskazania osoby politycznie odpowiedzialnej.

Kredyt konsumencki nie jest tematem dla wąskiego grona prawników. To codzienność: raty za sprzęt, pożyczki gotówkowe, karty, odroczone płatności, reklamy "łatwych pieniędzy", umowy zawierane przez internet i spory o to, ile klient naprawdę ma zapłacić. Jeżeli prawo jest słabe, zwykły człowiek dowiaduje się o tym dopiero wtedy, gdy koszt kredytu rośnie, reklamacja odbija się od ściany, a umowa okazuje się mniej zrozumiała niż folder reklamowy.

Dla państwa problem jest jeszcze szerszy. Opóźnienie we wdrożeniu dyrektyw oznacza ryzyko prawne i reputacyjne, ale także chaos regulacyjny. Rynek nie wie, jakie przepisy będą obowiązywać, sądy mogą dostawać kolejne spory o sankcje i koszty, a konsumenci nie wiedzą, czy ustawodawca wzmacnia ich pozycję, czy odkłada sprawę, bo nacisk regulacyjny okazał się politycznie niewygodny.

W tym sensie UC82 jest testem na jakość rządzenia. Nie na konferencję prasową, nie na slogan o ochronie konsumenta, ale na zdolność państwa do przeprowadzenia trudnej ustawy przez konflikt interesów. Jeżeli rząd umie podejmować decyzje tylko wtedy, gdy nikt ważny nie protestuje, to nie jest sprawczość. To administrowanie ciszą.

Po pierwsze, trzeba ustalić, który organ przejął lub przejmie prowadzenie projektu po odwołaniu upoważnienia dla prezesa UOKiK. Bez tej informacji sprawa pozostaje zawieszona między urzędami. Po drugie, potrzebna jest publiczna odpowiedź, czy art. 66 i mechanizmy sankcyjne zostaną utrzymane, złagodzone, czy napisane od nowa. To jest rdzeń praktycznej ochrony konsumenta, a nie techniczny załącznik.

Po trzecie, warto sprawdzić kalendarz spotkań i stanowisk sektora finansowego, administracji oraz instytucji publicznych po 21 kwietnia 2026 r. Nie dlatego, że sam dialog z rynkiem jest podejrzany, lecz dlatego, że przy tak ważnej ustawie obywatel powinien wiedzieć, kto i jak wpływał na ostateczny kształt przepisów. Po czwarte, potrzebna jest odpowiedź, czy opóźnienie wdrożenia dyrektyw może rodzić konsekwencje dla Polski i czy rząd ma nowy harmonogram przyjęcia ustawy. Jeżeli termin minął, odpowiedzią nie może być wyłącznie przeniesienie akt z jednego biurka na drugie.

Moim zdaniem ta sprawa jest niewygodna dla władzy nie dlatego, że dowodzi jakiegoś zakulisowego przestępstwa. Nie dowodzi. Jest niewygodna, bo pokazuje państwo, które w obszarze realnego konfliktu interesów nagle traci czytelność. Z jednej strony urząd ochrony konsumentów sygnalizuje pilność. Z drugiej strony projekt zostaje zdjęty z prac KSE po decyzji premiera. Między tymi zdaniami mieści się cała polityczna odpowiedzialność.

Najbardziej niepokojące jest to, że obywatel ma tu najmniej głosu, choć to jego portfel jest przedmiotem sporu. Banki, firmy pożyczkowe, administracja, nadzór, ministerstwa i organizacje branżowe mają swoje stanowiska, pisma i kanały wpływu. Konsument najczęściej ma tylko podpis pod umową, ratę do zapłaty i nadzieję, że państwo nie przypomni sobie o nim dopiero po sporze sądowym.

Rządzący lubią mówić o ochronie słabszych stron rynku. Prawdziwy test zaczyna się wtedy, gdy ochrona słabszej strony kosztuje silniejszą stronę konkretne pieniądze. UC82 właśnie takim testem jest. Jeżeli po zmianie gospodarza projekt wróci słabszy, mniej przejrzysty i bardziej wygodny dla rynku niż dla klienta, będzie to polityczna porażka podana w języku legislacyjnej techniki.

Pierwsza konsekwencja to opóźnienie. Skoro UOKiK wskazywał, że terminy wdrożenia dyrektyw już minęły, każde cofnięcie projektu zwiększa presję czasu. Pośpiech zwykle nie sprzyja jakości prawa, a przy ustawie finansowej błędy kosztują podwójnie: najpierw w umowach, potem w sądach. Druga konsekwencja to osłabienie zaufania do procesu legislacyjnego. Jeżeli projekt po konsultacjach i po skierowaniu do KSE nagle traci gospodarza, a opinia publiczna dostaje tylko komunikat o wycofaniu, powstaje wrażenie, że najważniejsze rozstrzygnięcia zapadają poza miejscem, w którym obywatel może je śledzić.

Trzecia konsekwencja dotyczy samego rynku. Brak jasnych reguł sprzyja silniejszym uczestnikom. Duży podmiot finansowy poradzi sobie z niepewnością, zamówi opinię prawną i dostosuje procedury. Klient indywidualny takiego komfortu nie ma. Dla niego prawo ma być czytelne przed podpisaniem umowy, nie dopiero po kilku latach procesu.

W tej historii nie ma jeszcze dowodu na zakulisowy układ. Jest za to dowód na coś równie groźnego dla obywatela: na państwo, które w momencie sporu o realną ochronę konsumenta chowa decyzję w procedurze. A procedura bywa wygodną zasłoną, kiedy polityka nie chce powiedzieć wprost, po czyjej stronie stoi.

Twoja reakcja
Michał K.
Redaktor prowadzący

Autor i redaktor Libra True

Czytaj również

Ponad 9 tys. zł za auto zatrzymane w Niemczech. Dopiero RPO zatrzymał karę z automatu.

Ponad 9 tys. zł za auto zatrzymane w Niemczech. Dopiero RPO zatrzymał karę z automatu.

Obywatel dostał ponad 9 tys. zł opłaty karnej za brak OC, choć z dokumentów opisanych przez RPO wynikało, że samochód został zatrzymany przez niemieckie służby, odholowany, a następnie sprzedany na pokrycie kosztów przechowywania. UFG zamknął sprawę dopiero po interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich i dodatkowym zapytaniu do sądu. To nie jest tylko historia o jednej karze. To opowieść o państwowym automacie, który potrafi działać szybciej niż zdrowy rozsądek.

16 czerwca 2026 · 3 min
Kiedy obywatel pyta anonimowo, państwo zaczyna pytać o obywatela Po wyroku NSA w sprawie GITD stawką nie jest jeden fotoradar, lecz granica między bezpieczeństwem publicznym a prawem do cichej kontroli władzy.

Kiedy obywatel pyta anonimowo, państwo zaczyna pytać o obywatela Po wyroku NSA w sprawie GITD stawką nie jest jeden fotoradar, lecz granica między bezpieczeństwem publicznym a prawem do cichej kontroli władzy.

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie anonimowego wniosku o informację publiczną skierowanego do Głównego Inspektora Transportu Drogowego. Sprawa dotyczyła danych o funkcjonowaniu fotoradaru, ale jej znaczenie jest znacznie szersze: chodzi o to, czy obywatel, dziennikarz, sygnalista albo osadzony może pytać państwo bez natychmiastowego ujawniania własnej tożsamości.

16 czerwca 2026 · 3 min
RPO wskazuje na spóźnione i niepełne odpowiedzi Straży Granicznej w sprawie deportacji 3 obywateli Afganistanu z 10 kwietnia 2026 r.

RPO wskazuje na spóźnione i niepełne odpowiedzi Straży Granicznej w sprawie deportacji 3 obywateli Afganistanu z 10 kwietnia 2026 r.

Rzecznik Praw Obywatelskich opisał sprawę, w której czas był nie dodatkiem, lecz istotą kontroli państwa. Przed deportacją obywateli Afganistanu RPO pytał Straż Graniczną o listę osób, pełnomocników i udział organizacji monitorujących, ale część informacji miała trafić do Biura dopiero po fakcie. MSWiA odpowiada, że działania rządu odbywały się w granicach prawa, lecz samo przyznaje, że sposób komunikacji SG z RPO mógł budzić zastrzeżenia.

11 czerwca 2026 · 3 min
Dane obywatela w rękach państwa. RPO i PUODO pokazują lukę, której rząd nie może zamiatać analizą.

Dane obywatela w rękach państwa. RPO i PUODO pokazują lukę, której rząd nie może zamiatać analizą.

RPO 8 czerwca 2026 r. poparł PUODO w sprawie zmian w ustawie wdrażającej unijną dyrektywę policyjną. Problem jest poważniejszy niż techniczna korekta: chodzi o dane przetwarzane przez organy ścigania, sądy, prokuraturę i służby, a także o wyłączenia, które mogą odbierać obywatelowi realną kontrolę nad własnymi informacjami. Ministerstwo Sprawiedliwości przyznało, że część analiz potwierdza luki i wątpliwości. Teraz odpowiedzialność polityczna jest prosta: MSWiA musi pokazać, czy naprawia system, czy tylko go opisuje.

11 czerwca 2026 · 3 min