Pielęgniarka była w grafiku. Problem w tym, że uczniów już nie było.
NIK opisała nieprawidłowości w opiece zdrowotnej nad uczniami w województwie świętokrzyskim. W pięciu z sześciu skontrolowanych zakładów opieki zdrowotnej praca szkolnych pielęgniarek była w różnych okresach organizowana niezgodnie z przepisami: dyżury skracano, łączono albo planowano po godzinach pracy szkół. Kontrola objęła placówki zapewniające opiekę niemal 10 tys. uczniów.

Świętokrzyskie szkoły: NIK sprawdziła pielęgniarki, dyżury i pieniądze z NFZ Najwyższa Izba Kontroli opublikowała 17 kwietnia 2026 r. wyniki kontroli profilaktycznej opieki zdrowotnej nad uczniami w województwie świętokrzyskim. To temat lokalny, ale bardzo konkretny: nie chodzi o abstrakcyjną reformę, tylko o to, czy dziecko w szkole ma realny dostęp do pielęgniarki, badań przesiewowych i dokumentacji medycznej, która coś znaczy.
NIK skontrolowała Świętokrzyski Urząd Wojewódzki oraz sześć zakładów opieki zdrowotnej: w Busku-Zdroju, Pińczowie, Nowej Słupi, Chmielniku, Górnie i Gnojnie. Te ośrodki zapewniały opiekę niemal 10 tys. uczniów w 14 szkołach podstawowych, 13 szkołach ponadpodstawowych oraz trzech specjalnych ośrodkach szkolno-wychowawczych. Najmocniejsze ustalenie jest proste: w pięciu z sześciu skontrolowanych zakładów opieki zdrowotnej praca szkolnych pielęgniarek była w różnych okresach organizowana niezgodnie z przepisami.
NIK wskazała skracanie czasu pracy, łączenie dwóch dyżurów w jeden, planowanie dyżurów po godzinach pracy szkół, a także sytuacje, w których pielęgniarki podczas dyżuru szkolnego miały równocześnie udzielać świadczeń innym pacjentom w ramach podstawowej opieki zdrowotnej. Na tablicy może wisieć plan dyżurów, ale jeżeli dyżur odbywa się wtedy, gdy uczniów już nie ma, przypomina to rozkład jazdy autobusu, który odjeżdża wyłącznie po zakończeniu lekcji.
Skutek nie był tylko formalny. NIK ustaliła, że nie wszystkie dzieci objęto testami przesiewowymi, czyli badaniami wzroku, słuchu, postawy, ciśnienia, wzrostu i wagi. W Liceum Ogólnokształcącym w Busku-Zdroju nie przeprowadzono badań przesiewowych żadnemu z uczniów pierwszych klas, których dokumentację wybrano do badania. W Zespole Szkół Technicznych i Ogólnokształcących w Busku-Zdroju testami nie objęto 23 proc. uczniów. W Zespole Szkół Zawodowych w Pińczowie aż 80 proc. dokumentacji uczniów, którzy przeszli badania, nie zawierało części wymaganych danych.
Liczby z kontroli pokazują, dlaczego to nie jest drobiazg. W próbie dokumentacji medycznej 121 uczniów Zespołu Szkół Zawodowych w Pińczowie niepokojące wyniki testów przesiewowych miało 71 osób, czyli 59 proc. W Powiatowym Zespole Szkół w Chmielniku było to 46 proc. NIK wskazała między innymi wady wzroku, podwyższone ciśnienie, kifozę, skoliozę oraz problemy z BMI. W połowie szkół objętych analizą dokumentacji pielęgniarki nie w pełni rzetelnie kierowały dalszym postępowaniem lub nie sprawowały opieki nad uczniami, których wyniki odbiegały od normy.
To już nie jest papierologia. To moment, w którym źle ustawiony system może nie zauważyć problemu zdrowotnego dziecka wtedy, gdy można jeszcze zareagować. Drugi mechanizm dotyczy pieniędzy. Skontrolowane ośrodki miały umowy z NFZ, ale wszystkie deklarowały, że środki publiczne były niższe niż koszty dyżurów. NIK ustaliła jednak, że problem często wiązał się z niewłaściwymi danymi podawanymi przez same zakłady, dotyczącymi liczby uczniów i ich problemów zdrowotnych. ZOZ w Busku-Zdroju miał nie otrzymać należnych około 282 tys. zł z powodu błędnych danych.
W Górnie zaniżone finansowanie wskazano na poziomie 91 tys. zł, a w Gnojnie 26 tys. zł. Najbardziej drażliwy jest wątek dodatkowych pieniędzy. NIK opisała przypadki żądania od dyrektorów szkół lub organów prowadzących dopłat za dyżury pielęgniarek, mimo że świadczenia były finansowane przez NFZ. Jeden ze świadczeniodawców uzyskał od szkoły specjalnej, za zgodą organu prowadzącego, około 18 tys. zł dodatkowych środków na lata 2023-2024.
Izba oceniła jako naganną praktykę żądanie takich dopłat pod groźbą natychmiastowej rezygnacji z udzielania świadczeń, zwłaszcza w trakcie rozpoczętego roku szkolnego. Publiczna usługa zdrowotna nie powinna działać jak licznik w taksówce: najpierw płaci NFZ, potem szkoła ma dopłacić, żeby dyżur nie zniknął z dnia na dzień. Kontrola odsłoniła też słaby monitoring. Dokumentacja indywidualna dużej części uczniów z 12 szkół i zespołów szkół była sporządzana wybiórczo, a żaden ze skontrolowanych świadczeniodawców nie oceniał jakości udzielanych świadczeń.
Nie było to również przedmiotem kontroli ani działań sprawdzających NFZ, choć miesięczne sprawozdania jednego z zakładów pokazywały, że pielęgniarki szkolne nie udzielały w 2024 r. żadnych świadczeń. Z kolei Wojewoda Świętokrzyski nie weryfikował informacji w sprawozdaniach MZ-06, przez co prawie jedna czwarta z nich zawierała systemowe błędy i niespójności kluczowych danych. Potwierdzone są ustalenia NIK, konkretne nazwy skontrolowanych jednostek, liczby uczniów, wskaźniki z dokumentacji i kwoty wskazane w raporcie.
To nie jest postępowanie karne ani akt oskarżenia. Jest to jednak dokument publiczny pokazujący, że lokalny system opieki zdrowotnej w szkołach miał luki organizacyjne, finansowe i nadzorcze. Dla rodzica różnica między formalnie zapewnioną opieką a realnie dostępną pielęgniarką nie jest akademicka. To różnica między wpisem w tabeli a dzieckiem, które faktycznie ktoś zbadał.
Autor i redaktor portalu Psi PatrOl 24.
Czytaj również


Dzieci jako argument, rejestr domen jako narzędzie. Rząd otwiera nowy front kontroli internetu.
Ochrona dzieci jest konieczna, ale nie może być tarczą dla nieprecyzyjnego prawa, które tworzy infrastrukturę blokowania treści i przesuwa granicę państwowej kontroli nad Internetem.


Pełnomocnik przy zamkniętym oknie. MOS2 miał uprościć legalizację pobytu, a RPO pyta o realne prawo do pomocy prawnej.
RPO prowadzi postępowanie wyjaśniające po skardze radcy prawnego dotyczącej dostępu pełnomocników do MOS2 - systemu służącego m.in. do elektronicznego składania wniosków o zezwolenia pobytowe. Problem jest poważniejszy niż techniczny formularz: UdSC wskazuje, że wniosek podpisany przez pełnomocnika może być prawnie nieistniejący i nie podlegać uzupełnieniu. Jeżeli cyfrowy system nie mieści pełnomocnika w kluczowym momencie sprawy, cyfryzacja zaczyna dotykać prawa strony do realnej pomocy prawnej.


Zapach, sąd i państwo bez miarki. Spór o chlewnię pokazuje lukę, którą władza zostawiła obywatelom.
Rzecznik Praw Obywatelskich poinformował 28 maja 2026 r., że nadal analizuje wniosek o wniesienie skargi nadzwyczajnej w sprawie rolnika, który przegrał proces cywilny o zadośćuczynienie za uciążliwe zapachy z chlewni. W tle są konkretne daty, wyroki, skarga kasacyjna, termin do 23 lipca 2029 r. i ponad 7 tys. spraw o skargę nadzwyczajną prowadzonych w BRPO. Ale najważniejsze pytanie nie brzmi, kto ma rację w jednym sąsiedzkim sporze. Brzmi: dlaczego państwo przez lata nie zbudowało jasnych reguł dla konfliktów, które dosłownie wchodzą ludziom do domów przez okna.


Fałszywy alarm, realne kajdanki. Państwo musi wyjaśnić, gdzie kończy się interwencja, a zaczyna nadużycie procedury.
Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Komendanta Głównego Policji o wyjaśnienia po interwencjach w mieszkaniach dziennikarzy Telewizji Republika, w tym w lokalu Tomasza Sakiewicza. Według RPO podstawą działań miały być zgłoszenia o możliwym zagrożeniu życia lub zdrowia, ale pojawiły się też informacje o przeszukaniu pomieszczeń i użyciu kajdanek. Policja odpowiada, że przy takich zgłoszeniach musi reagować natychmiast. I właśnie tu zaczyna się sedno sprawy: państwo ma obowiązek ratować życie, ale nie ma prawa uciekać od kontroli własnych metod.