sobota, 13 czerwca 2026
Libra True
Prawo·Wiadomość

Marynarz wraca z morza i może stracić ochronę. RPO odsłania lukę, resort odsyła do innego ministerstwa.

Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał problem, który wygląda jak klasyczna awaria państwa: prawo zmieniono tak, że osoby pracujące na morzu mogą być traktowane tak samo jak ktoś, kto po prostu opuścił Polskę na dłużej. Do 4 marca 2026 r. ukraińscy marynarze i rybacy mieli wyjątek od reguły utraty legalnego pobytu po wyjeździe powyżej 30 dni. Od 5 marca wyjątek zniknął, a Ministerstwo Infrastruktury odpowiada RPO, że sprawa należy do MSWiA i samo nie przewiduje prac legislacyjnych.

Michał K. · Redaktor prowadzący
10 czerwca 2026 22:15 · 3 min czytania

To nie jest historia o egzotycznym detalu prawa migracyjnego. To historia o tym, jak państwo potrafi nie zauważyć człowieka w zawodzie, który z definicji nie mieści się w urzędniczym kalendarzu. Marynarz pracuje poza lądem. Rybak wychodzi w morze. Rejs, kontrakt, zmiana załogi i port docelowy nie układają się pod trzydziestodniowy limit pobytu poza Polską.

RPO opublikował 9 czerwca 2026 r. informację o postępowaniu dotyczącym legalizacji pobytu obywateli Ukrainy korzystających z ochrony czasowej, którzy wykonują zawód marynarza na statkach morskich. Z dokumentów wynika, że do 4 marca 2026 r. działał wyjątek: wyjazd z Polski na okres powyżej 30 dni nie powodował wobec tej grupy automatycznie takiego samego skutku jak wobec innych beneficjentów ochrony. Ten wyjątek odpowiadał realiom pracy na morzu.

Problem pojawił się po wejściu w życie ustawy z 23 stycznia 2026 r. o wygaszeniu rozwiązań wynikających z ustawy pomocowej dla obywateli Ukrainy. Akt, ogłoszony w Dzienniku Ustaw pod poz. 203, wszedł zasadniczo w życie 5 marca 2026 r. W nowym systemie art. 109b ust. 1 pkt 2 ustawy o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium RP przewiduje, że ochrona czasowa wygasa, gdy cudzoziemiec opuści terytorium Polski na okres powyżej 30 dni. W dokumencie RPO chodzi właśnie o to, że dla marynarzy i rybaków zabrakło analogicznego bezpiecznika.

Po pierwsze: RPO prowadzi postępowanie wyjaśniające w sprawie legalizacji pobytu obywateli Ukrainy korzystających z ochrony czasowej i pracujących jako marynarze. To nie jest opinia publicystyczna, lecz fakt wynikający z pisma Rzecznika do Ministra Infrastruktury z 19 maja 2026 r. Po drugie: do 4 marca 2026 r. istniał wyjątek od zasady utraty prawa legalnego pobytu po wyjeździe z Polski na ponad 30 dni dla marynarzy i rybaków. RPO wskazuje, że wyjątek był określony w przepisach szczególnych dotyczących transportu i gospodarki morskiej w związku z wojną w Ukrainie.

Po trzecie: od 5 marca 2026 r. odpowiedni przepis został uchylony. RPO wiąże to z art. 17 pkt 2 ustawy z 23 stycznia 2026 r. o wygaszeniu rozwiązań wynikających z ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy. Po czwarte: Ministerstwo Infrastruktury odpowiedziało 2 czerwca 2026 r., że kwestia podjęcia prac legislacyjnych zmierzających do przywrócenia ochrony dla marynarzy i rybaków leży we właściwości Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. Resort infrastruktury stwierdził też, że nie przewiduje podjęcia prac w tym zakresie.

Po piąte: z komunikatu Ministerstwa Rodziny z 26 marca 2026 r. wynika ogólna narracja rządu, że obywatele Ukrainy ze statusem PESEL UKR mogą legalnie przebywać w Polsce do 4 marca 2027 r. Ten komunikat nie unieważnia problemu marynarzy; pokazuje raczej, dlaczego szczególne wyjątki są kluczowe. Ogólna informacja o ochronie nie załatwia sytuacji grupy, której praca wymaga długiego pobytu poza terytorium RP.

Mechanizm jest prosty i dlatego politycznie niewygodny. Państwo tworzy ogólną regułę: jeśli beneficjent ochrony czasowej wyjedzie z Polski na ponad 30 dni, ochrona wygasa. Taka reguła może mieć sens wobec osób, które faktycznie przeniosły centrum życia do innego kraju. Ale w przypadku marynarzy i rybaków ten sam przepis zaczyna działać jak narzędzie oderwane od rzeczywistości.

W tym zawodzie wyjazd nie musi oznaczać rezygnacji z ochrony, opuszczenia Polski na stałe ani zerwania więzi z polskim rynkiem pracy. Może oznaczać zwykły kontrakt. Może oznaczać rejs, którego długość zależy od armatora, portów, warunków pogodowych, harmonogramu statku i międzynarodowego charakteru pracy. Jeżeli prawo nie rozróżnia takiej sytuacji, to obywatel nie trafia w lukę przez własną lekkomyślność. Trafia w nią dlatego, że ustawodawca narysował mapę bez morza.

RPO nie przesądza, ilu ludzi dotknął problem. Publicznie dostępne dokumenty nie dają liczby ukraińskich marynarzy i rybaków, którzy po 5 marca 2026 r. mogli znaleźć się w takiej sytuacji. To właśnie wymaga dalszej kontroli. Ale brak liczby nie osłabia samego mechanizmu. Jeśli zawód wymaga regularnej nieobecności w Polsce przez ponad 30 dni, a przepis nie przewiduje wyjątku, ryzyko jest systemowe.

Najbardziej obciążający fragment tej sprawy nie polega na samym istnieniu błędu. Błędy legislacyjne się zdarzają. Problem zaczyna się wtedy, gdy po wskazaniu błędu państwo nie odpowiada: sprawdzamy, naprawiamy, bierzemy odpowiedzialność. Z dokumentów wyłania się chłodniejszy obraz: RPO pyta Ministra Infrastruktury, bo sprawa dotyczy marynarzy, rybaków, transportu i gospodarki morskiej. Ministerstwo Infrastruktury odpowiada, że właściwy jest Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Formalnie taka odpowiedź może być poprawna kompetencyjnie. Legalizacja pobytu cudzoziemców mieści się w obszarze administracji wewnętrznej. Ale obywatel, pracownik i pracodawca nie żyją w tabeli działów administracji rządowej. Oni potrzebują państwa, które rozwiązuje problem między resortami, a nie państwa, które potrafi perfekcyjnie wskazać, dlaczego akurat ten resort nie będzie nic robił.

Marynarz wraca z morza i może stracić ochronę RPO odsłania lukę resort odsyła do innego ministerstwa2.png

W praktyce mechanizm odpowiedzialności wygląda tu następująco: przepis szczególny znika, ogólna reguła zaczyna obejmować grupę o szczególnej sytuacji zawodowej, RPO sygnalizuje problem, resort infrastruktury wskazuje na MSWiA, a sprawa nadal wymaga decyzji politycznej. To nie jest jeszcze dowód złej woli. To jest natomiast bardzo mocny przykład administracyjnej bezwładności, która dla człowieka na końcu procedury może oznaczać realny problem z legalnym pobytem.

Dla zwykłego obywatela ta sprawa może brzmieć odlegle: marynarze, Ukraina, ochrona czasowa, szczególne przepisy. Ale mechanizm jest uniwersalny. Państwo tworzy przepis ogólny, usuwa wyjątek, nie sprawdza skutków dla konkretnej grupy, a potem resorty zaczynają rozmawiać językiem właściwości. Tak rodzą się sytuacje, w których prawo formalnie działa, ale sprawiedliwość praktyczna zostaje za burtą.

Jeśli osoba pracująca legalnie traci ochronę dlatego, że wykonuje zawód wymagający wyjazdu, to problem dotyczy nie tylko tej osoby. Dotyczy pracodawców, rodzin, rynku pracy, administracji granicznej i wiarygodności państwa. Ochrona czasowa miała być odpowiedzią na wyjątkową sytuację wojenną. Gdy system zaczyna karać specyfikę pracy, traci zdolność rozróżniania między nadużyciem a normalnym życiem zawodowym.

Jest tu jeszcze jeden wymiar: komunikacyjny. Rządowe komunikaty o przedłużeniu ochrony do 4 marca 2027 r. brzmią uspokajająco. I co do zasady są prawdziwe. Ale w takich sprawach diabeł nie siedzi w haśle, tylko w wyjątku. Obywatel słyszy, że pobyt jest legalny. Dopiero później może odkryć, że jego zawód w praktyce uruchamia przepis o wygaśnięciu ochrony. To nie jest dobra legislacja. To jest legislacja, która wymaga przypisów do życia.

Narracyjnie rząd może opowiadać ustawę wygaszającą jako porządkowanie systemu po kilku latach wyjątkowych rozwiązań dla obywateli Ukrainy. Taka opowieść jest politycznie wygodna: brzmi jak normalizacja, odpowiedzialność i powrót do zasad. Problem w tym, że normalizacja bez precyzji bywa tylko elegancką nazwą dla cięcia ochrony tam, gdzie nikt nie policzył skutków.

Technika komunikacyjna polega tu nie na agresywnej propagandzie, ale na przemilczeniu szczegółu. Hasło jest szerokie: przedłużenie ochrony, uporządkowanie świadczeń, nowe zasady. Szczegół jest wąski: marynarz lub rybak może pracować poza Polską dłużej niż 30 dni, bo tego wymaga zawód. Jeśli ten szczegół znika z debaty, opinia publiczna dostaje obraz prawie kompletny, ale właśnie przez to zwodniczy. Brakuje elementu, który decyduje o losie konkretnej grupy.

Interes polityczny może być prosty: pokazać kontrolę nad systemem migracyjnym i ograniczanie wyjątków, nie otwierając dyskusji o kosztach ubocznych. Taki interes nie jest sam w sobie dowodem manipulacji, ale wymaga kontroli. Bo administracja publiczna nie jest od tego, by wygodnie opowiadać reformy. Jest od tego, by przewidywać skutki reform dla ludzi, których przepisy dotkną jako pierwszych.

Po pierwsze, MSWiA powinno odpowiedzieć publicznie, czy prowadzi albo zamierza prowadzić prace nad przywróceniem wyjątku dla marynarzy i rybaków. Odesłanie sprawy między resortami nie jest rozwiązaniem problemu.

Po drugie, potrzebna jest liczba osób, które mogą być objęte skutkami tej zmiany. Chodzi o obywateli Ukrainy korzystających z ochrony czasowej, wykonujących pracę na morzu i opuszczających Polskę na okres przekraczający 30 dni z powodu charakteru zatrudnienia. Po trzecie, trzeba ustalić, czy Straż Graniczna, urzędy wojewódzkie i pracodawcy otrzymali jasne wytyczne w sprawie takich przypadków. Bez instrukcji urzędnik będzie wykonywał przepis literalnie, a obywatel zostanie z konsekwencją.

Po czwarte, należy porównać poprzednie i obecne brzmienie przepisów oraz ustalić, czy usunięcie wyjątku było świadomą decyzją, skutkiem ubocznym wygaszania specustawy czy przeoczeniem legislacyjnym. Każda z tych odpowiedzi ma inne znaczenie polityczne. Po piąte, trzeba sprawdzić, czy podobny problem nie dotyczy innych grup zawodowych, które z natury pracy muszą długo przebywać poza Polską. Jeśli luka istnieje raz, może istnieć szerzej.

Moim zdaniem ta sprawa jest kompromitująca nie dlatego, że ktoś wprost odebrał marynarzom ochronę na konferencji prasowej. Jest kompromitująca dlatego, że pokazuje państwo zbyt sztywne, by zobaczyć człowieka za paragrafem. Państwo mówi: 30 dni. Morze odpowiada: kontrakt trwa dłużej. I w tym zderzeniu to nie morze powinno dostosować się do urzędowego kalendarza, tylko prawodawca do rzeczywistości.

Najłatwiej byłoby powiedzieć, że to drobiazg. Właśnie tak zaczyna się wiele poważnych patologii administracyjnych: od drobiazgu, którego nikt nie naprawia, bo dotyczy wąskiej grupy, bo sprawa leży między resortami, bo liczby nie są jeszcze znane, bo zawsze można poczekać. Tyle że dla osoby, która traci ochronę, to nie jest drobiazg. To jest status pobytowy, praca, rodzina, bezpieczeństwo i zaufanie do państwa.

Koalicja rządząca lubi mówić językiem naprawy państwa. Ten język trzeba teraz sprawdzać na takich sprawach. Nie na deklaracjach, nie na sloganach, nie na eleganckich komunikatach o porządkowaniu systemu. Na pytaniu, czy po wskazaniu konkretnej luki rząd potrafi ją szybko zamknąć, czy tylko przenieść pismo z jednego ministerialnego biurka na drugie.

Jeśli wyjątek nie zostanie przywrócony albo doprecyzowany, część marynarzy i rybaków może być zmuszona do szukania innych podstaw pobytu, rezygnacji z kontraktów albo funkcjonowania w stanie prawnej niepewności. To z kolei może uderzać w pracodawców, którzy potrzebują przewidywalnych zasad zatrudniania ludzi pracujących w modelu międzynarodowym.

Dla administracji konsekwencją może być wzrost liczby indywidualnych spraw, odwołań, wniosków i sporów interpretacyjnych. Dla państwa konsekwencją polityczną jest coś bardziej podstawowego: utrata wiarygodności. Bo jeżeli system ochrony czasowej nie potrafi odróżnić wyjazdu zarobkowego na statek od opuszczenia Polski w sensie życiowym, to znaczy, że prawo zaczyna działać automatem tam, gdzie potrzebuje rozumu.

Najbardziej wymowny obraz tej sprawy jest prosty: człowiek schodzi ze statku po pracy, a państwo może potraktować go tak, jakby wypisał się z ochrony. Jeśli po wojnie, po specustawach i po latach migracyjnych lekcji administracja nadal nie potrafi przewidzieć takiego przypadku, to problemem nie jest marynarz. Problemem jest państwo, które zapomniało, że prawo ma obsługiwać życie, a nie karać ludzi za to, że życie nie mieści się w rubryce.

Twoja reakcja
Michał K.
Redaktor prowadzący

Autor i redaktor Libra True

Czytaj również

RPO wskazuje na spóźnione i niepełne odpowiedzi Straży Granicznej w sprawie deportacji 3 obywateli Afganistanu z 10 kwietnia 2026 r.

RPO wskazuje na spóźnione i niepełne odpowiedzi Straży Granicznej w sprawie deportacji 3 obywateli Afganistanu z 10 kwietnia 2026 r.

Rzecznik Praw Obywatelskich opisał sprawę, w której czas był nie dodatkiem, lecz istotą kontroli państwa. Przed deportacją obywateli Afganistanu RPO pytał Straż Graniczną o listę osób, pełnomocników i udział organizacji monitorujących, ale część informacji miała trafić do Biura dopiero po fakcie. MSWiA odpowiada, że działania rządu odbywały się w granicach prawa, lecz samo przyznaje, że sposób komunikacji SG z RPO mógł budzić zastrzeżenia.

11 czerwca 2026 · 3 min
Dane obywatela w rękach państwa. RPO i PUODO pokazują lukę, której rząd nie może zamiatać analizą.

Dane obywatela w rękach państwa. RPO i PUODO pokazują lukę, której rząd nie może zamiatać analizą.

RPO 8 czerwca 2026 r. poparł PUODO w sprawie zmian w ustawie wdrażającej unijną dyrektywę policyjną. Problem jest poważniejszy niż techniczna korekta: chodzi o dane przetwarzane przez organy ścigania, sądy, prokuraturę i służby, a także o wyłączenia, które mogą odbierać obywatelowi realną kontrolę nad własnymi informacjami. Ministerstwo Sprawiedliwości przyznało, że część analiz potwierdza luki i wątpliwości. Teraz odpowiedzialność polityczna jest prosta: MSWiA musi pokazać, czy naprawia system, czy tylko go opisuje.

11 czerwca 2026 · 3 min
ZUS bierze składki przez lata. Potem obywatel słyszy, że państwo może cofnąć sens własnych decyzji.

ZUS bierze składki przez lata. Potem obywatel słyszy, że państwo może cofnąć sens własnych decyzji.

Rzecznik Praw Obywatelskich wrócił do sprawy, w której ZUS może po latach zakwestionować tytuł do ubezpieczeń, mimo że wcześniej przyjmował składki. Ministerstwo przyznało, że problem istnieje, opisało projekt naprawczy i zapowiedziało drogę legislacyjną, ale 25 maja RPO musiał ponownie pytać o stan prac. To nie jest techniczna usterka systemu. To test, czy państwo potrafi oddać obywatelowi pewność prawa, gdy samo przez lata księgowało jego pieniądze.

10 czerwca 2026 · 3 min
Areszt dla dziennikarza śledczego. Prokuratura pokazuje zarzuty, RPO pyta o granice państwowej siły.

Areszt dla dziennikarza śledczego. Prokuratura pokazuje zarzuty, RPO pyta o granice państwowej siły.

Leszek K., dziennikarz śledczy, trafił na trzy miesiące do tymczasowego aresztu po wniosku prokuratury i decyzji Sądu Rejonowego w Piasecznie. Śledczy opisują zarzuty dotyczące gróźb wobec komendanta policji oraz posiadania broni gazowej i amunicji bez wymaganego zezwolenia. Rzecznik Praw Obywatelskich nie przesądza sprawy, ale domaga się wyjaśnienia, dlaczego państwo sięgnęło po środek najsurowszy. I właśnie w tym miejscu zaczyna się temat publiczny: nie od okrzyku, lecz od pytania o proporcję, przejrzystość i standard wobec dziennikarza krytycznego wobec władzy.

10 czerwca 2026 · 3 min