Deweloperzy, urzędnicy i 400 tys. zł. Lokalne śledztwo uderza w zaufanie do procedur
CBA i Prokuratura Krajowa opisują kolejną odsłonę lokalnego śledztwa wokół Zarządu Dróg Miejskich w Poznaniu. 14 kwietnia 2026 r. zatrzymano 11 osób, w tym przedstawicieli firm deweloperskich i projektowych oraz głównego specjalistę Biura Miejskiego Inżyniera Ruchu. Według prokuratury w tle są korzyści majątkowe za ułatwianie inwestycji budowlanych, około 400 tys. zł, fikcyjne faktury i obecnie 20 podejrzanych.

Poznań, ZDM i deweloperzy. CBA opisuje lokalny mechanizm przy miejskich uzgodnieniach CBA i Prokuratura Krajowa opisują kolejną odsłonę lokalnego śledztwa wokół Zarządu Dróg Miejskich w Poznaniu. 14 kwietnia 2026 r. zatrzymano 11 osób, w tym przedstawicieli firm deweloperskich i projektowych oraz głównego specjalistę Biura Miejskiego Inżyniera Ruchu. Według prokuratury w tle są korzyści majątkowe za ułatwianie inwestycji budowlanych, około 400 tys. zł, fikcyjne faktury i obecnie 20 podejrzanych. To nie jest abstrakcyjna sprawa z komunikatu służb, w której miejsce akcji mogłoby być dowolne.
To bardzo konkretny lokalny układ: Poznań, Zarząd Dróg Miejskich, Biuro Miejskiego Inżyniera Ruchu, firmy deweloperskie i projektowe oraz procedury potrzebne przy inwestycjach budowlanych. Według Prokuratury Krajowej, 14 kwietnia 2026 r. funkcjonariusze CBA zatrzymali 11 kolejnych osób w śledztwie dotyczącym udzielania korzyści majątkowych osobom pełniącym funkcje publiczne, zatrudnionym w Zarządzie Dróg Miejskich w Poznaniu.
Zatrzymani to, według prokuratury, przedstawiciele firm deweloperskich i projektowych, którzy mieli wręczać korzyści majątkowe byłemu naczelnikowi Wydziału Uzgodnień Zewnętrznych ZDM, obecnie tymczasowo aresztowanemu, a także główny specjalista Biura Miejskiego Inżyniera Ruchu Urzędu Miasta Poznania. CBA podaje, że przeszukania prowadzono w około 30 lokalizacjach, m.in. w Warszawie, Poznaniu, Zielonej Górze, Wrocławiu i Białymstoku. Zabezpieczono obszerną dokumentację, urządzenia elektroniczne, gotówkę, środki odurzające oraz nielegalnie posiadaną broń i amunicję.
Najważniejszy jest jednak opis mechanizmu. Prokuratura Krajowa podała, że zarzuty dotyczą wręczania w latach 2023-2025 naczelnikowi Wydziału Uzgodnień Zewnętrznych ZDM korzyści majątkowych o łącznej wartości około 400 tys. zł. Korzyści miały służyć bezprawnemu ułatwieniu realizacji inwestycji budowlanych w Poznaniu, szczególnie w zakresie uzyskiwania wymaganych decyzji i uzgodnień administracyjnych. To brzmi technicznie, ale w praktyce dotyczy czegoś bardzo codziennego: kto, kiedy i na jakich warunkach może wejść z budową w miejską tkankę, zająć pas drogowy, zmienić organizację ruchu albo przeprowadzić roboty obok mieszkańców. Według prokuratury jeden z urzędników objętych czynnościami nie miał przyjmować pieniędzy bezpośrednio.
W ramach obowiązków sporządzał projekty tymczasowej organizacji ruchu wymagane przez właściwy organ. Rozliczenia za te usługi miały odbywać się za pośrednictwem innego podejrzanego, który wystawiał faktury obejmujące również nienależną korzyść majątkową. Po płatności ze strony przedstawiciela firmy deweloperskiej środki miały trafiać do podejrzanego Adama A., który według prokuratury zatrzymywał większość pieniędzy, przekazując osobie sporządzającej projekt tylko niewielką część kwoty. Ten fragment jest kluczowy, bo pokazuje, jak podejrzewany mechanizm miał być opakowany w formalność.
Nie torba z pieniędzmi pod biurkiem, tylko faktura, usługa, projekt i przepływ finansowy, który z zewnątrz może wyglądać jak zwykłe rozliczenie. Jeśli śledczy potwierdzą taki schemat przed sądem, będzie to przykład, jak korupcja w administracji lokalnej potrafi wejść w ubraniu księgowości. Jak paragon za obiad, na którym ktoś dopisał pozycję „sprawne załatwienie miasta”. CBA informuje, że funkcjonariusze Delegatury w Warszawie prowadzą śledztwo w sprawie udzielania korzyści majątkowych osobom pełniącym funkcje publiczne zatrudnionym w ZDM w Poznaniu.
Biuro wskazuje też, że wśród zatrzymanych był główny specjalista Biura Miejskiej Inżynierii Ruchu Urzędu Miasta w Poznaniu oraz przedsiębiorca, który miał wystawiać fikcyjne faktury VAT w celu ukrycia faktu przekazywania korzyści majątkowych pozostającemu w areszcie urzędnikowi ZDM. Według CBA korzyści pochodziły od przedstawicieli branży deweloperskiej. Sprawa jest rozwojowa.
Prokuratura Krajowa podała, że wcześniej w sprawie było dziewięciu podejrzanych, którym przedstawiono łącznie 14 zarzutów, a obecnie podejrzanych jest 20. Wobec jednej osoby stosowany jest tymczasowy areszt. Po kwietniowych zatrzymaniach prokurator zastosował wobec podejrzanych wolnościowe środki zapobiegawcze: poręczenia majątkowe na łączną kwotę 350 tys. zł, zakaz kontaktowania się z określonymi osobami oraz dozór Policji. Lokalny kontekst dopowiada, dlaczego ta sprawa ma polityczny ciężar.
Portal epoznan.pl podał, że prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak przepraszał mieszkańców za sprawę ZDM, a w Biurze Miejskiego Inżyniera Ruchu miała odbyć się kontrola. To nie jest dowód w śledztwie, lecz ważny sygnał lokalny: problem nie został odebrany jako odległa sprawa służb, tylko jako uderzenie w zaufanie do miejskich procedur. A zaufanie w takich sprawach jest jak organizacja ruchu na skrzyżowaniu. Kiedy działa, nikt o nim nie myśli. Kiedy zawodzi, wszyscy stoją w korku i pytają, kto to zatwierdził.
Potwierdzone jest to, że CBA i Prokuratura Krajowa poinformowały o zatrzymaniach, przeszukaniach, zarzutach, kwocie około 400 tys. zł i mechanizmie faktur. Potwierdzone jest także to, że śledztwo ma charakter rozwojowy. Nie jest natomiast potwierdzona prawomocnie wina konkretnych osób. Każdy podejrzany korzysta z domniemania niewinności, a opis prokuratury i CBA jest opisem ustaleń śledztwa, które muszą zostać zweryfikowane w procedurze karnej. Społeczne znaczenie tej sprawy jest większe niż liczba zatrzymań.
Miejskie uzgodnienia przy inwestycjach wpływają na codzienne życie mieszkańców: dojazd do pracy, objazdy, zajęcie chodników, bezpieczeństwo pieszych, tempo budowy i relacje między deweloperem a urzędem. Jeżeli w takim miejscu pojawia się podejrzenie, że decyzje lub projekty mogły być przyspieszane, ułatwiane albo opakowywane w prywatne rozliczenia, to mieszkańcy mają prawo pytać nie tylko o osoby z zarzutami, ale także o system nadzoru. Na tym polega siła lokalnego newsa. W wielkiej aferze można schować się za skrótem instytucji i milionami w tabeli.
W Poznaniu chodzi o miejskie biurka, konkretne ulice, inwestycje i dokumenty, bez których budowa nie rusza albo ruch w okolicy staje się chaosem. Jeśli publiczna procedura ma być równa dla wszystkich, nie może działać jak boczne wejście na plac budowy. A jeżeli śledztwo pokazuje, że takie wejście mogło istnieć, miasto powinno wyjaśnić nie tylko kto z niego korzystał, ale dlaczego bramka w ogóle była otwarta.
Autor i redaktor Libra True
Czytaj również


Ponad 9 tys. zł za auto zatrzymane w Niemczech. Dopiero RPO zatrzymał karę z automatu.
Obywatel dostał ponad 9 tys. zł opłaty karnej za brak OC, choć z dokumentów opisanych przez RPO wynikało, że samochód został zatrzymany przez niemieckie służby, odholowany, a następnie sprzedany na pokrycie kosztów przechowywania. UFG zamknął sprawę dopiero po interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich i dodatkowym zapytaniu do sądu. To nie jest tylko historia o jednej karze. To opowieść o państwowym automacie, który potrafi działać szybciej niż zdrowy rozsądek.


Kiedy obywatel pyta anonimowo, państwo zaczyna pytać o obywatela Po wyroku NSA w sprawie GITD stawką nie jest jeden fotoradar, lecz granica między bezpieczeństwem publicznym a prawem do cichej kontroli władzy.
Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie anonimowego wniosku o informację publiczną skierowanego do Głównego Inspektora Transportu Drogowego. Sprawa dotyczyła danych o funkcjonowaniu fotoradaru, ale jej znaczenie jest znacznie szersze: chodzi o to, czy obywatel, dziennikarz, sygnalista albo osadzony może pytać państwo bez natychmiastowego ujawniania własnej tożsamości.


RPO wskazuje na spóźnione i niepełne odpowiedzi Straży Granicznej w sprawie deportacji 3 obywateli Afganistanu z 10 kwietnia 2026 r.
Rzecznik Praw Obywatelskich opisał sprawę, w której czas był nie dodatkiem, lecz istotą kontroli państwa. Przed deportacją obywateli Afganistanu RPO pytał Straż Graniczną o listę osób, pełnomocników i udział organizacji monitorujących, ale część informacji miała trafić do Biura dopiero po fakcie. MSWiA odpowiada, że działania rządu odbywały się w granicach prawa, lecz samo przyznaje, że sposób komunikacji SG z RPO mógł budzić zastrzeżenia.


Dane obywatela w rękach państwa. RPO i PUODO pokazują lukę, której rząd nie może zamiatać analizą.
RPO 8 czerwca 2026 r. poparł PUODO w sprawie zmian w ustawie wdrażającej unijną dyrektywę policyjną. Problem jest poważniejszy niż techniczna korekta: chodzi o dane przetwarzane przez organy ścigania, sądy, prokuraturę i służby, a także o wyłączenia, które mogą odbierać obywatelowi realną kontrolę nad własnymi informacjami. Ministerstwo Sprawiedliwości przyznało, że część analiz potwierdza luki i wątpliwości. Teraz odpowiedzialność polityczna jest prosta: MSWiA musi pokazać, czy naprawia system, czy tylko go opisuje.