CBA zatrzymało 9 osób w sprawie dotacji na żłobki w Gdańsku i Gdyni
CBA zatrzymało dziewięć osób w śledztwie dotyczącym podejrzenia wyłudzenia dofinansowania z programu „Aktywny Maluch 2022–2029”. Według EPPO spółka miała ubiegać się o ponad 2,54 mln zł na dziewięć żłobków w Gdyni i Gdańsku, po 40 miejsc każdy, choć śledczy wskazują na fałszywe dokumenty i brak realnych warunków do uruchomienia opieki. W centrum jest prosta sprawa rodziców: czy miejsca istniały realnie, czy głównie w papierach.

Żłobki na papierze, miliony w drodze. CBA i EPPO badają dotacje z „Aktywnego Malucha” CBA zatrzymało dziewięć osób w śledztwie dotyczącym podejrzenia wyłudzenia dofinansowania z programu „Aktywny Maluch 2022–2029”. Według Prokuratury Europejskiej sprawa dotyczy spółki, która miała ubiegać się o pieniądze na dziewięć żłobków w Gdyni i Gdańsku. Każda placówka miała mieć po 40 miejsc, czyli łącznie chodziło o 360 miejsc opieki dla dzieci do lat trzech. To nie jest drobny spór o fakturę za krzesełka.
Chodzi o publiczne pieniądze z programu, którego oficjalnym celem jest tworzenie i utrzymywanie miejsc opieki dla najmłodszych dzieci. Ministerstwo Rodziny opisuje „Aktywnego Malucha” jako program wspierający rozwój żłobków, klubów dziecięcych i dziennych opiekunów. W dokumentach programu pojawia się bardzo konkretny cel: tworzenie miejsc opieki, w tym z pieniędzy KPO i FERS. Według komunikatu CBA, 12 maja 2026 r. funkcjonariusze delegatur w Gdańsku, Bydgoszczy i Lublinie zatrzymali dziewięć osób.
Czynności prowadzono w sprawie podejrzenia wyłudzenia dofinansowania na tworzenie nowych miejsc w żłobkach w Gdyni i Gdańsku. Postępowanie nadzoruje Prokuratura Europejska. Najmocniejsze liczby podaje EPPO. Spółka miała we wrześniu 2024 r. złożyć do Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku wniosek o utworzenie i prowadzenie dziewięciu żłobków. W sierpniu 2025 r. miała następnie wystąpić o wypłatę 282 577,24 zł na każdą placówkę. Łącznie daje to 2 543 195,16 zł. EPPO wskazuje, że program był współfinansowany w 82,52 proc. ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego. Według EPPO Pomorski Urząd Wojewódzki wypłacił większość środków, czyli 2 260 617,92 zł, a pozostałą płatność wstrzymał z powodu podejrzenia nieprawidłowości. CBA informuje, że wypłacone środki zostały zwrócone do urzędu.
To ważne dla precyzji: na obecnym etapie mówimy o podejrzeniu wyłudzenia i o środkach, które według komunikatów wróciły do instytucji publicznej, nie o prawomocnie stwierdzonej winie zatrzymanych. Mechanizm opisany przez śledczych jest jednak poważny. Według CBA firma miała przedłożyć fałszywe i niewiarygodne dokumenty oraz oświadczenia w celu uzyskania finansowania. EPPO dodaje, że projektowi brakowało legalnych pomieszczeń żłobkowych, doświadczonej kadry i zasobów finansowych potrzebnych do stworzenia miejsc opieki. Mówiąc prościej: dokumenty miały opowiadać historię o żłobkach, których realne zaplecze nie nadążało za papierem.
To właśnie w takich sprawach programy dotacyjne są najbardziej podatne na nadużycia. Pieniądze mają płynąć szybko, bo rodzice potrzebują miejsc opieki, gminy i miasta mają białe plamy na mapie żłobków, a państwo chce pokazać sprawczość. Tyle że szybki przelew bez twardej weryfikacji działa jak drzwi z domofonem, który wpuszcza każdego, kto powie, że niesie paczkę dla dzieci. Nazwa programu jest społecznie ciepła, ale mechanizm kontroli musi być zimny jak kasa pancerna. Program „Aktywny Maluch” dopuszcza udział nie tylko samorządów, ale też innych podmiotów. To samo w sobie nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy prywatny beneficjent deklaruje placówki, miejsca i gotowość organizacyjną, a dokumenty nie pokazują realnego zaplecza.
Wtedy z dotacji na opiekę robi się test szczelności państwa: czy urzędnik sprawdza salę, kadrę i finansowanie, czy tylko patrzy, czy formularz nie ma pustych rubryk. Z komunikatów CBA i EPPO wynika, że zatrzymani usłyszeli zarzuty, a wobec podejrzanych zastosowano środki zapobiegawcze, m.in. dozór Policji i zakaz opuszczania kraju. EPPO przypomina zasadę domniemania niewinności: wszystkie osoby objęte sprawą są uznawane za niewinne, dopóki sąd nie orzeknie inaczej. Na dziś potwierdzone są trzy rzeczy. Po pierwsze, dziewięć osób zatrzymano w śledztwie prowadzonym pod nadzorem Prokuratury Europejskiej. Po drugie, sprawa dotyczy ponad 2,54 mln zł wnioskowanego dofinansowania na dziewięć placówek i 360 miejsc opieki.
Po trzecie, według śledczych projekt miał opierać się na fałszywych lub niewiarygodnych dokumentach, a brakować miało realnego zaplecza do prowadzenia żłobków. Do wyjaśnienia pozostaje, jak wyglądała weryfikacja wniosku przed wypłatą większości środków, kto i na jakim etapie wykrył nieprawidłowości oraz czy podobny model kontroli wystarcza przy innych projektach z programu. Bo jeśli pieniądze na miejsca dla dzieci można było uruchomić przy dokumentach, które śledczy uznają za fałszywe lub niewiarygodne, to problem nie kończy się na jednej spółce. Zaczyna się pytanie o filtr, przez który przechodzą publiczne środki.
Autor i redaktor portalu Psi PatrOl 24.
Czytaj również


Dzieci jako argument, rejestr domen jako narzędzie. Rząd otwiera nowy front kontroli internetu.
Ochrona dzieci jest konieczna, ale nie może być tarczą dla nieprecyzyjnego prawa, które tworzy infrastrukturę blokowania treści i przesuwa granicę państwowej kontroli nad Internetem.


Pełnomocnik przy zamkniętym oknie. MOS2 miał uprościć legalizację pobytu, a RPO pyta o realne prawo do pomocy prawnej.
RPO prowadzi postępowanie wyjaśniające po skardze radcy prawnego dotyczącej dostępu pełnomocników do MOS2 - systemu służącego m.in. do elektronicznego składania wniosków o zezwolenia pobytowe. Problem jest poważniejszy niż techniczny formularz: UdSC wskazuje, że wniosek podpisany przez pełnomocnika może być prawnie nieistniejący i nie podlegać uzupełnieniu. Jeżeli cyfrowy system nie mieści pełnomocnika w kluczowym momencie sprawy, cyfryzacja zaczyna dotykać prawa strony do realnej pomocy prawnej.


Zapach, sąd i państwo bez miarki. Spór o chlewnię pokazuje lukę, którą władza zostawiła obywatelom.
Rzecznik Praw Obywatelskich poinformował 28 maja 2026 r., że nadal analizuje wniosek o wniesienie skargi nadzwyczajnej w sprawie rolnika, który przegrał proces cywilny o zadośćuczynienie za uciążliwe zapachy z chlewni. W tle są konkretne daty, wyroki, skarga kasacyjna, termin do 23 lipca 2029 r. i ponad 7 tys. spraw o skargę nadzwyczajną prowadzonych w BRPO. Ale najważniejsze pytanie nie brzmi, kto ma rację w jednym sąsiedzkim sporze. Brzmi: dlaczego państwo przez lata nie zbudowało jasnych reguł dla konfliktów, które dosłownie wchodzą ludziom do domów przez okna.


Fałszywy alarm, realne kajdanki. Państwo musi wyjaśnić, gdzie kończy się interwencja, a zaczyna nadużycie procedury.
Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Komendanta Głównego Policji o wyjaśnienia po interwencjach w mieszkaniach dziennikarzy Telewizji Republika, w tym w lokalu Tomasza Sakiewicza. Według RPO podstawą działań miały być zgłoszenia o możliwym zagrożeniu życia lub zdrowia, ale pojawiły się też informacje o przeszukaniu pomieszczeń i użyciu kajdanek. Policja odpowiada, że przy takich zgłoszeniach musi reagować natychmiast. I właśnie tu zaczyna się sedno sprawy: państwo ma obowiązek ratować życie, ale nie ma prawa uciekać od kontroli własnych metod.